recenzja filmu

Para na życie | recenzja filmu

para-na-zycie-recenzja-filmu

O filmach Sama Mendesa po prostu nie da się zapomnieć. Po genialnych “American Beauty” (1999) i “Drodze do szczęścia” (2008), nie wyobrażałam sobie, by nie zobaczyć “Pary na życie”. Szkoda, że (jak zwykle przy tych najlepszych produkcjach)  długo z tym zwlekałam.

W “Parze na życie” również przedstawia się życie dwójki ludzi. Również przechodzą swego rodzaju kryzys w związku. Ich spokojne życie burzy nieplanowana ciąża. Choć bohaterowie są po trzydziestce, mają poczucie, że są fajtłapami, którzy nie do końca wiedzą, czego chcą. Wyruszają w podróż, by spróbować odnaleźć swoje miejsce na ziemi, gdzie będą szczęśliwi i gdzie będą wiedzieli, kim są.

Pierwsze skojarzenie filmowe jakie się nasuwa, gdzie temat mniej-więcej się pokrywa, to “Broken Flowers” (2005, reż. Jim Jarmusch). Lecz tam bohater robił swoisty rachunek sumienia wyruszając na poszukiwania swych dawnych kochanek, by rozliczyć się z przeszłością. I poznać syna, o którego istnieniu nic nie wiedział. Losy bohaterów “Pary na życie” za to kojarzą mi się z tekstem Anny Marii Jopek: “W najpiękniejszych z miast ci nie będzie lżej, więc Lizbony blask najpierw w sobie miej”. I ten motyw sprawia, że oglądany film jest aż nieznośnie prawdziwy, realistyczny i niezwykle dojrzały. Bowiem co z tego, że (parafrazując ten sam tekst) najpiękniejsze miasta kuszą i obiecują lepsze życie, lepsze dni, skoro tak naprawdę człowiek nie zna dobrze samego siebie?

 

“Para na życie” to coś więcej niż wspomniany życiowy motyw. Przezabawne dialogi i sytuacje sprawiają, że momentami aż w oku kręci się łezka – raz ze śmiechu, raz wzruszenia.  Wprost rewelacyjna scena rozmowy sióstr w sklepowej wannie, gdzie wychodzi także świetne aktorstwo M. Rudolph (kojarzonej z “Druhnami”, 2011) oraz C. Ejogo. Mendes kreuje także wspaniałą wizytówkę ludzi. Bowiem film ten to nie tylko para głównych bohaterów. To także ich rodzice, którzy dopiero w dojrzałych latach postanawiają w końcu spełnić swoje marzenia (co swoją drogą jest pewnym kopniakiem dla młodych ludzi). Ale też inni członkowie rodziny i ich przyjaciele. Niektórzy mają z pozoru poukładane życie, niektórzy są po prostu barwnymi ekscentrykami (można by powiedzieć wprost: dziwakami). Wszyscy na swój sposób jednak poznali, czym jest życie i wiedzą, czego od życia oczekiwać.

 

“Para na życie” to także film pewien niezwykle dojrzałych i mocnych prawd. Nie będę ich w tym momencie zdradzać, bowiem to nie zachęci do obejrzenia go. A naprawdę warto. Nie zapominać także należy o wspaniałych zdjęciach i idealnie dobranej muzyce. Krótko mówiąc: oglądać filmy tego pokroju to nie strata czasu, to czysta przyjemność.

Para na życie (Away We Go), komedia/dramat/romans, USA/Wielka Brytania, 2009
Reż: S. Mendes, wyst.: J. Krasinski, M. Rudolph, C. Ejogo, M. Gyllenhaal, M. Lynskey, J. Daniels
Dystrybutor: Best Film
Moja ocena: 8/10
W tekście wykorzystano tekst piosenki:
Anna Maria Jopek “Lizbona, Rio i Hawana” z albumu “Sobremesa”
0 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*