recenzja książki

“Kaznodzieja” Camilla Läckberg | obyczaj kryminalny

kaznodzieja-camilla-lackberg

Bywa, że działam niekonwencjonalnie, robię coś na opak. Dlatego sagę Camilli Läckberg zaczęłam od końca (na tamtą chwilę był to “Latarnik”). Poniekąd wynikło to z przypadku i niedoczytania faktu, że autorka konstruuje kolejne części o losy tych samych bohaterów. Mimo braku wiedzy o korzeniach relacji głównych postaci, dość mocno wciągnęłam się w ich dole i niedole. Dlatego powróciłam do źródła – zaczęłam serię, jak Bozia przykazała, od początku.

“Kaznodzieja” tymczasem, to druga część sagi. Rzecz się dzieje podczas wyjątkowo upalnego lata, które daje się we znaki wszystkim, zwłaszcza jednej z głównych postaci
obyczajowej części powieści, która jest w zaawansowanej ciąży. Wówczas właśnie, w
wąwozie w pobliżu Fjällbacki, zostaje znalezione ciało młodej dziewczyny. Byłoby mało,
gdyby autorka nie powiązała tego z zagadką z przeszłości. Pod nią bowiem leżą szkielety
dwóch innych kobiet. W krótkim czasie zaginie kolejna młoda dziewczyna. Zaczyna się
walka z czasem.

Podczas czytania niczego nie można być pewnym. Uwielbiam te läckbergowskie odbicia (niczym ping-pong). Autorka rewelacyjnie przekazuje piłeczkę od bohatera, do bohatera. Wielokrotnie jesteśmy przekonani, że sami rozwikłaliśmy zagadkę. Ale tak naprawdę tych rozwiązań jest tyle, co bohaterów książki. Läckberg do tego wspaniale zarysowuje kolejne postaci, przez co tak naprawdę nic nie jest wiadome do samego końca.

Po niedawnym rozpoczęciu innej sagi (także szwedzkiej pisarki kryminalnej) nachodzi mnie myśl, iż Läckberg zanadto skupia się na obyczajowym wątku swojej serii. Pierwsza część była zaskakująca i mam wrażenie, że zdecydowanie bardziej wartka. Może to przez zaangażowanie w sprawę głównej bohaterki (tym razem z przyczyn oczywistych, nawet jeśliby chciała, za bardzo pomóc by nie mogła)? Tym samym poznajemy spokojne skandynawskie życie od kuchni i dowiadujemy się, że życie ludzi w tym regionie nie różni się zanadto od naszego. Dialogi i sytuacje niekiedy są tak proste, że aż banalne.

Sam wątek kryminalny nie jest z tych najbardziej mrożących krew w żyłach. Policjanci miotają się między różnymi osobami, tak naprawdę błądząc  po omacku, próbując rozwikłać tajemniczą zagadkę z przeszłości. Może trochę więcej pikanterii dodają myśli ofiary z lat 70, o których zapis autorka powieści również się postarała. To nas, jako czytelników bardziej angażuje. Jest tutaj, mimo wszystko, parę zwrotów, które każą nam wszystko zrewidować. Ale z tą sensacją w zasadzie na tym można by skończyć.

Brakowało mi tutaj skandynawskiego mroźnego klimatu. Ale to chyba czepialstwo. Pozwolę sobie jednak jeszcze raz wspomnieć o innej szwedzkiej pozycji. Larsson w powieści “Burza z krańców ziemi” nie tyle pokazuje nam tę potwornie zimową atmosferę, co konstruuje swoją książkę o w miarę podobny wątek, jaki zarysowuje Läckberg w “Kaznodziei”. Z tym, że w “Burzy…” całe te zgromadzenie religijne jest przedstawione z dokładnością niemal chirurgiczną, od każdej strony. Jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że my albo ktoś z naszych bliskich jest/był jego członkiem. W “Kaznodziei” nie ma takich szczegółów. Może to kwestia tego, że dotyczy to w głównej mierze przeszłości, jednak autorka niezbyt mocno wprowadza nas w ten świat, w którym przedstawiciel rodu uzdrawiał ludzi przy pomocy swoich synów, którzy mieliby być niczym sam Jezus Chrystus. Tak czy owak w obu pozycjach bardzo mocno zarysowany jest radykalnie chrześcijański motyw, co mimochodem wzmaga porównania między tymi pozycjami i zdolnościami autorek.

Kaznodzieja / Saga kryminalna o Fjällbace, tom 2, Camilla Läckberg, Czarna Owca, kryminał / powieść obyczajowa, 2010, 440 stron
Moja ocena: 6/10
0 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*