recenzja książki

“Do Santiago” Emilia i Szymon Sokolikowie | Pielgrzymi, pluskwy i wino

do-santiago-emilia-szymon-sokolikowie
“Miałam rodzinę, pracę i dom w Australii. Swoją małą stabilizację. Wszystko ciche, spokojne i poukładane. I nagle wezwało mnie Camino. Kiedy Droga cię woła, to już jest koniec stabilizacji. Nie możesz spać ani pracować spokojnie, nie cieszy cię to ‘nic’, które wydawało ci się dotąd ‘wszystkim’. Nie zaznasz spokoju, dopóki nie powiesz: ‘Tak, wyruszam’. No chyba, że zabijesz w sobie ten głos, ale to musi być straszne.”

Podobnie postąpili autorzy “Do Santiago”. Postanowili poświęcić prawie miesiąc swojego życia, by przejść Camino Frances. Dwadzieścia siedem dni wędrówki śladami średniowiecznych pielgrzymów. Około osiemset kilometrów spotkań, trudów drogi i rozmyślań nad własnym charakterem i postępowaniem.

I właśnie pod tym względem jest to idealna pozycja na okres Świąt Wielkanocnych. Nie jest to jednak książka czysto katolicka. Jeśli ktoś tylko z tego powodu porzuci jej czytanie, powinien wyzbyć się uprzedzenia. Owszem, Sokolikowie są religijnymi ludźmi i wyruszają tą trasą między innymi właśnie z powodów religijnych. W książce jest jednak wiele miejsca dla samego kraju, jakim jest Hiszpania. Postaci legendarne i historyczne, zwyczaje mieszkańców tego kraju a także charakterystyka ludzi spotkanych podczas pielgrzymki. A to wszystko sprawia, że i dla ludzi mniej “kościelnych” pozycja ta może okazać się niezwykle ciekawą skarbnicą wiedzy.

“Camino to życie w miniaturze. Są chwile zachwytu i nudy, radości i smutku, spokoju i grozy, są zwycięstwa i porażki. Jest wielu napotkanych ludzi, którzy towarzyszą ci dłużej lub krócej. Jednak to wszystko zostaje pomniejszone do takich rozmiarów, że staje się możliwe do ogarnięcia w myślach. Codzienne problemy są doskonale proste: trzeba coś zjeść, zrobić zakupy czy pranie. Dzięki temu możesz wreszcie zobaczyć, jaki naprawdę jesteś, jak reagujesz na to, co przynosi ci życie, jak postrzegają cię inni. Łatwiej się później pozbyć fałszywego wyobrażenia o sobie. Poznać swoją złość, swoje uprzedzenia, zniechęcenie, słabość, lecz także siłę charakteru i determinację.”

Jednocześnie da się dostrzec, jak autorzy sami zmieniają się podczas podróży, jak wyzbywają się dumy i uprzedzeń. Niezwykle humorystycznie zwracają uwagę na drobne sprawy, wiele zauważają i dużo rozmyślają.

“A jednak idą. Są tu, na Drodze. Kimże jesteśmy, aby oceniać ich motywacje? Jakim prawem mielibyśmy wyznaczać miarę pielgrzyma? Przebytymi kilometrami? Wysiłkiem? Wyciszeniem? Oderwaniem od świata? Przeżyciami duchowymi? Kto z nas jest prawdziwym pielgrzymem, bracie? Skąd wiesz, co siedzi w głowie tego gościa obok, co go tu przywiodło i co go jeszcze spotka? Droga również jego dźwiga. I nie przekreślaj nikogo, kogo spotkasz, bo i ty, i on musicie pokonać te same przełęcze. Bo i ty, i on macie ten sam cel. Ciesz się z tymi, którzy się cieszą, i płacz z tymi, którzy płaczą. Bo Droga jest domem dla wszystkich.”

W “Do Santiago” wiele miejsca poświęca się sprawom praktycznym. Autorzy za wzór wzięli Codex Calixtinus, pragnąc jednocześnie porównać jego treść z rzeczywistością i współczesnością. Sprawdzają prawdziwość zawartych w nim rad i informacji. Tym samym książka jest niezwykle przydatna jeśli ktoś w najbliższym czasie sam planuje wybrać się podobną trasą.

“Jeśli ktoś wyrusza z domu, poszukując w swoim życiu głębszego sensu, należy mu się wielki szacunek. Niezależnie od tego, kim jest i jaką ma pozycję startową. Atmosfera pokoju i ekumenizmu stanowi ogromny dar Drogi. To, że każdy – wierzący i niewierzący – może tędy wędrować, sprawia, że nikt nie jest eliminowany już na starcie, że nie stawia się warunków wstępnych.”

Ciekawości tej pozycji odebrać się nie da. Jak już wspomniałam wyżej, autorzy dowcipnie wracają uwagę na wiele sytuacji i spraw. “Do Santiago” jako część serii Bieguny robi jednak wrażenie, jakby była napisana tą samą ręką. Wiele książek z tej półki jest niezwykle podobna w stylu. Także jeśli komuś spodobały się inne tytuły wydawnictwa Carta Blanca, jak “Poznam sympatycznego Boga”, “Rzeka krwi”, czy  “Geografia szczęścia”, także w czytaniu tej pozycji odnajdzie przyjemność.

Forma książki również jest przemyślana. Emilia i Szymon opisują dzień po dniu swoje przeżycia i doświadczenia. Spokojnie można poświęcić codziennie paręnaście minut na przejście jednego dnia razem z bohaterami. Plusem jest też zamieszczenie zdjęć. Nie jest ich co prawda zbyt wiele, ale w tym wydawnictwie nie są one nagminne. A dają pewne wyobrażenie i zachętę.

Drobna rada ode mnie na koniec: należy uważać, gdyż pasja Sokolików jest zaraźliwa. Książka jest niezwykle inspirująca i motywująca. Już podczas czytania Droga zaczyna wołać. Nabiera się ochoty, by samemu odwiedzić opisane miejsca, by samemu przeżyć to samo, co autorzy. I zastanowić się nad samym sobą.

“Droga sprzyja rozmyślaniom. (…) To właśnie dzięki temu po dojściu do Santiago może (…) umrzeć stary człowiek i narodzić się nowy. To, kim będzie po powrocie do domu, rozstrzyga się jeszcze w czasie wędrowania. Pogoda, krajobrazy, zmęczenie, sytuacje skrajne i inni ludzie to koktajl: trzeba go wypić jak lekarstwo.”
Do Santiago. O pielgrzymach, Maurach, pluskwach i czerwonym winieEmilia i Szymon Sokolikowie, literatura faktu / literatura podróżnicza, Wydawnictwo Carta Blanca, cykl Bieguny, 2011, 424 strony
Moja ocena: 6/10
2 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

2 Komentarze

  1. O człowieku okiem kosmity (na wesoło) – Świat w słowach i obrazach
    16/02/2018 at 4:15 pm

    […] przeczytaj także: -> recenzję książki Do Santiago. O pielgrzymach, pluskwach i czerwonym winie […]

  2. Droga do Santiago jeszcze raz – Świat w słowach i obrazach
    17/02/2018 at 7:57 pm

    […] Do Santiago Dzika droga kontra Droga życia […]

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*