recenzja filmu

Spring Breakers | recenzja filmu | American Dream

spring-breakers-recenzja-filmu

Gdyby nie splot wydarzeń, “Spring Breakers” nie obejrzałabym prędko. Filmy z amerykańskimi popgwiazdkami, znanymi ze stacji Disney Channel, nie intrygują mnie do tego stopnia, by je obejrzeć jak najszybciej i z wielkim zainteresowaniem. Tymczasem okazuje się, że na widzów czeka wielka niespodzianka. Dostają tego, czego się kompletnie nie spodziewali.

 

“Spring Breakers” to film z rodzaju tych, których nie da się prosto i zwięźle opisać. Sam reżyser wspomniał kiedyś, że pierwszy zamysł, to dziewczyny w bikini robiące napad. Zgodnie z tą ideą umiejscawia akcję na Florydzie, gdzie królują imprezy z przelewającym się alkoholem i innymi używkami, muzyka klubowa, młodzi ludzie i właśnie ta część damskiej garderoby. Gorąco w praktyce i gorąco w przenośni. Teledyskowa konwencja wzmacnia dodatkowo ten odbiór i wwierca w głowy obserwatorów nowoczesną muzykę młodzieżową i obrazy rodem z “amerykańskiego snu”.

Gdyby zatrzymać się w tym punkcie, wiele osób pewnie odpuściłoby sobie oglądanie tego tytułu. Do głowy bowiem przychodzi wyrobiony pogląd na temat amerykańskim komedii młodzieżowych, gdzie królują prywatki i seks. Gdy dodać do tego przedstawicielki młodego pokolenia aktorek made in USA, jak Selena Gomez czy Vanessa Hudgens, nie myśli się o potencjalnie ambitnym filmie. Jednak “Spring Breakers” to coś zgoła innego niż “American Pie” czy inne tytuły tego pokroju. 

W “Spring Breakers” familijne gwiazdki z popularnych seriali i filmów oglądanych całymi rodzinami pokazują swoją drugą twarz. Jeżeli nastoletnie fanki powyższych młodych pań zapragną obejrzeć ten tytuł, mogą wyjść z kina niezwykle skonsternowane i zdegustowane. Film w swojej konwencji przypomina nieco “Trzynastkę”, w którym to Hudgens również wystąpiła. Tamta pozycja ukazywała dziewczynki, które wchodzą w brutalny świat dorosłych zdecydowanie szybciej, niż powinny. “W “Spring Breakers” pomysł jest podobny. Tym razem jednak świeżo upieczone studentki wchodzą w pozorny “american dream”: seks, pieniądze, narkotyki i gangsterka. 

Istotne wydają się motywy video games oraz music video. Młode dziewczyny w trudnych chwilach próbują dodać sobie odwagi słowami: udawaj, że to wszystko jest grą komputerową. Teledyskowa forma nieco ten efekt wzmacnia. Gdyby sam film pociąć na kawałki, mielibyśmy kilka teledysków rodem z Miami. Mam na myśli te kipiące seksem, mamoną i świetną zabawą, w stylu amerykańskich wykonawców jak Pitbull czy innych propagujących plażową mega imprezę z wszędobylskimi częściami kobiecego ciała. Już sam początek atakuje nas takim właśnie obrazem z dubstepem wwiercającym się głęboko w nasze głowy. Można w tym momencie dalsze oglądanie sobie odpuścić. Jednak wtedy tylko się straci.

Harmony Korine gra na nosach widzów i całego Hollywood. “Spring Breakers” nie jest tradycyjnym w swojej formie filmem amerykańskim z imprezą w tle. W ogóle nie przypomina żadnej innej produkcji. Jest w pewnym sensie eksperymentem, dziwnym stworem, który trzeba ujarzmić. To, czy przetrwa się do końca, zależy od naszej otwartości na nowe doświadczenia. Nie zaprzeczam tym samym, że zdjęcia w tym tytule są wspaniałe. Pod względem artystycznym. Reżyser jednocześnie naigrawa się z zakłamanego popświatka, których przedstawicielkami są właśnie gwiazdki Disneya. Któż nie pamięta życia Britney Spears? Stąd piosenki tej pani nie pojawiają się z “Spring Breakers” bez przyczyny. Przypominając sobie jak piosenkarka zaczynała i co przechodziła wchodząc w brutalny “amerykański sen” ukazuje nam się to, co autor miał nam do przekonania, co autor miał na myśli rysując te postaci.

W kwestii technicznej film jest bardzo dobry. Młode aktorki genialnie kreują postaci zupełnie inne od tych, z których są najbardziej znane. To im dobrze wróży. Przepowiadam im brak szufladki zwanej komedią młodzieżową / komedią romantyczną. Pokazały, że stać je na coś więcej niż uśmiech na ładnej buźce. Jako wisienka na torcie pojawia się James Franco, wprost genialnie wcielający się w szpanerskiego rapera i gangstera, który w swoisty sposób wykłada studentkom prawdziwe życie i “american dream”. Naiwnym młodym dziewczętom, które pragną w życiu przeżyć coś mocnego i prawdziwego, imponuje swoimi zasadami, ale bardziej pieniędzmi i pozorną władzą. I w wykonaniu Franco jest to niezwykle realistyczne.

W gruncie rzeczy naprawdę polecam ten film. Młode nastoletnie romantyczne dusze mogą się jednak sporo na nim zawieść. Jeśli przełamać bariery, nie oczekiwać absolutnie niczego po tytule, podejść do niego “na czysto”, bez żadnych wyobrażeń – okaże się mocnym doświadczeniem z równie silnym przekazem. Marketingowe hasło: “To nie film. To petarda.” okaże się wyjątkowo zgodnym z prawdą. 

Spring Breakers, komediodramat, USA, 2013
Reż: H. Korine, wyst.: S. Gomez, V. Hudgens, A. Benson, R. Korine, J. Franco
Dystrybutor: ITI Cinema
Moja ocena: 6/10
Film obejrzałam dzięki uprzejmości “Kocham Kino”
3 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

3 Komentarze

  1. Varia
    09/04/2013 at 9:43 am

    mam na obejrzenie filmu wielką ochotę, ale właśnie z uwagi na przełamywanie konwencji, a nie na samą historię czy obsadę. jak się uda dotrzeć do kina, zobaczymy z tego wyjdzie.

  2. Poszukiwacz Prawdy
    21/05/2013 at 5:30 pm

    Zdjęcie dziewczyn w kajdankach jest fajnie zrobione 🙂

  3. Podsumowań roku 2013 część druga: filmowa – Świat w słowach i obrazach
    16/02/2018 at 3:12 pm

    […] Breakers   6/10 czytaj o filmie na FWczytaj recenzję na blogufilmu na pewno jeszcze długo (o ile w ogóle) bym nie zobaczyła, gdyby nie splot przypadków; nie […]

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*