recenzja książki

“Ofiara losu” Camilla Läckberg | recenzja książki

ofiara-losu-camilla-lackberg-recenzja-ksiazki

Po przeczytaniu poprzedniej części läckbergowej sagi – “Kamieniarza” – w pewnym stopniu zwątpiłam w autorkę. Kolejne tytuły wciągały mnie w coraz mniejszym stopniu i jednocześnie coraz bardziej zawodziły. Bynajmniej nie z powodu krótkiej przerwy pomiędzy kolejnymi pozycjami. W “Ofierze losu” nastąpił zwrot. Widocznie Läckberg bierze sobie do serca opinie i stale szkoli swój warsztat.

“Ofiara losu” może się poszczycić jeszcze większym zagmatwaniem akcji. Policjanci z komisariatu w Tanumshade tym razem mają do rozwiązania dwa równoległe morderstwa, których nic nie łączy. W wypadku samochodowym ginie kobieta. Jak to u autorki bywa najczęściej, początkowo sprawa wygląda na zdarzenie losowe. Tym bardziej, że u kobiety wykryto ponad sześć(!) promili alkoholu we krwi. Wkrótce ginie uczestniczka reality show ‘Fucking Tanum’, a jej ciało zostaje znalezione… w śmieciach. Winnego w tej sprawie poszukuje się wśród uczestników programu, co trąci nieco kreską Agaty Christie.

“Spojrzał na unoszącą się ku niebu mgiełkę swojego oddechu. Strasznie zimno, choć to już kwiecień. Ale migiem może zrobić się ciepło. Rozejrzał się. Wokół stały głównie domki letniskowe. Niedługo będzie tu wielki ruch. Trzeba będzie opróżniać śmietniki. Jak zwykle będą się z nich wylewać skorupki po krewetkach i butelki po białym winie, których ludziom nie chce się odnosić do specjalnych pojemników. Zawsze to samo, co roku. Ziewnął jeszcze raz, podniósł wzrok na kontener, którego zawartość właśnie wpadała do śmieciarki, i skamieniał. Co jest do cholery?” [str. 149-150]

W kwestii obyczajowej czeka nas zbliżający się wielkimi krokami ślub głównych bohaterów oraz parę innych wątków związanych z pozostałymi bohaterami, z którymi już zdążyliśmy się zżyć. Historie niekiedy zabawne, innym razem przygnębiające i wzruszające, mniej lub bardziej przewidywalne (można by też powiedzieć, że niezwykle życiowe i przez to łatwo wyobrazić sobie efekt końcowy). Krótko mówiąc autorka w tym tytule postarała się jeszcze bardziej, zarysowując postaci, te nowe i te ‘starsze’, jeszcze głębiej niż poprzednio.

“Mieli dla siebie tak mało czasu. Nie przypominał sobie, kiedy ostatnio mogli siąść i po prostu porozmawiać, i pobyć razem. Czasami nienawidził swojej pracy. Zastanawiał się, co mu przyszło do głowy, żeby wybrać zawód, który sprawia, że nigdy nie może liczyć na wolne, bo w każdej chwili mogą go wezwać. Wystarczy jeden telefon. Ale jednocześnie ta praca dawała mu tyle satysfakcji. Wiedział, że to co robi, ma znaczenie. Przynajmniej raz na jakiś czas tak czuł.” [str. 160]

Być może to efekt niezwykle ciekawego wątku przewodniego, jakim jest osadzenie akcji reality show w mieście (jednocześnie parę nawiązań, które coś nam – Polakom mówią). W każdym razie tę część uważam za najciekawszą, porównywalnie z “Księżniczką z lodu”. I to pomimo braku zaangażowania głównej bohaterki w wątek kryminalny, na co wcześniej się użalałam. Läckberg przedstawia w powieści świat telewizji niemal od kuchni: egoizm, cynizm i zakłamanie.

“W myślach już zaczął układać strategię medialną. Czegoś takiego jeszcze nie było w żadnym reality show. Seks to już zużyty temat, ciąża – też była, w norweskim ‘Big Brotherze’, oświadczyny – tym razem szwedzki ‘Big Brother’ zaliczył celny strzał dzięki Olivierowi i Carolinie. Atak gazrurką w ‘Barze’ zapewniał programowi tytuły na pierwszych stornach gazet przez kilka tygodni. Ale śmierć? To coś zupełnie nowego.”  [str. 178]

W kwestii technicznej Läckberg działa konsekwentnie. Współczesne wydarzenia przelata historią z przeszłości, choć już zdecydowanie w mniejszej ilości. Na palcach obu rąk można zliczyć liczbę stron z fragmentami  dotyczącymi dawnych lat. Choć w przypadku “Ofiary losu” wydaje się to zupełnie zbędne. Równie dobrze autorka mogła streścić ten motyw pod koniec powieści, motywując tym samym działanie mordercy. W sposób, w jaki to przedstawiła, można wpaść na rozwiązanie zdecydowanie wcześniej niż to jest planowane. I wtedy nawet zagmatwanie i przeplatanie wielu wątków nie pomoże.

A w tej części dzieje się niezwykle dużo. I niezwykle szybko. Läckberg (na szczęście) zrezygnowała z niemal pedantycznie dokładnego opisywania zdarzeń po kolei, jak Bozia przykazała. Czasami przeskakiwała parę spraw, krótko streszczając je w następnym akapicie. Uniknęła tym samym nudy i przegadania, które tak bardzo przeszkadzało mi w “Kamieniarzu” i nieco także w “Kaznodziei”. Brak tu również lania wody w kwestii dialogów. Wątek obyczajowy zdecydowanie bardziej wciąga. Sama książka ekscytuje tak bardzo, że niezwykle trudno się od niej oderwać. W przypływie odpowiedniej ilości czasu można by ją przeczytać za jednym posiedzeniem z przygryzaniem paznokci, nie mogąc doczekać się końca.

Choć sagę reklamuje się jako mocne thrillery, do takiego określenia jest im daleko. W “Ofierze lodu” w końcu pojawia się trochę mocniejszych opisów, ale nadal nie jest ich za wiele. Läckberg dostarcza czytelnikom świetnej rozrywki. Ale metodycznie buduje powieści kryminalne w wersji kobiecej. W tym wypadku postarała się także o zdecydowanie lepsze zakończenie wprowadzające nas w akcję następnej części. Szczerze mówiąc ja się na to ‘nabrałam’. Już nie mogę doczekać się następnej pozycji, choć przed zajrzeniem na pierwsze strony “Ofiary losu” zawładnęło mną zwątpienie.

Ofiara losu, saga kryminalna o Fjällbace, tom 4 / Czarna Seria, Camilla Läckberg, kryminał, obyczaj, Czarna Owca, 2010, 448 stron
Moja ocena: 8/10
Książkę polecam:
fanom sagi i skandynawskiego klimatu
czytelnikom lubiącym połączenie kryminału/thrillera oraz powieści obyczajowej
czytelnikom, którzy nie boją się zarwać nocy
lubiącym zawiłości fabuły
3 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

3 Komentarze

  1. Varia
    09/05/2013 at 7:27 am

    przede mną teraz 3 tom, ale zniechęcić się nie powinnam. za bardzo nakręciłam się na tą całą Fjällbakę, żeby odpuścić w takim momencie. poza tym za jednym zamachem kupiłam pół serii, więc czytać trzeba – choćby po to by nie zmarnować kasy 😉

    • DżoanaKa
      09/05/2013 at 8:01 am

      Wydaje mi się, że każdy, który zaczął, tak łatwo się nie zniechęci. Jakby któraś z kolejnych była beznadziejna, i tak przeczytam następne. Nic tylko wierzyć, że będzie coraz lepiej. Zaczęłam od tomu 7. i póki co, to chyba on mi się najbardziej podobał, więc teoria, że im nowsze, tym lepsze jest chyba słuszna 🙂

  2. Powrót do (trudnej) przeszłości – Świat w słowach i obrazach
    16/02/2018 at 5:05 pm

    […] a tym samym wciągająca jeszcze mocniej. Camilla Läckberg już w poprzedniej części („Ofiara losu„) wyraźnie zaznaczyła, o czym będzie mowa w jej następnej książce. Dostarczyła […]

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*