recenzja filmu

“Nowożeńcy” Meghna Gulzar | recenzja filmu

nowozency-meghna-gulzar-recenzja-filmu

Obecnie widać tendencję amerykanizowania produkcji bollywoodzkich. Dostosowuje się je do masowego odbiorcy z innej części świata. Jak widać po tym tytule, już w 2007 reżyserzy sporadycznie starali się nadawać swoim filmom bardziej uniwersalny i poważniejszy temat. Indyjski film “Nowożeńcy” przeleżał na mojej półce dobrych  pięć lat. Okazuje się jednak, że ten niezbyt popularny tytuł nie jest tak zły, jak się obawiałam.

“Nowożeńcy” to film o miłości – jakże by inaczej. Podkreślam jednak, że nie jest to klasyczny bollywoodzki spektakl ze śpiewem i tańcem w roli głównej. Owszem, musicalowy klimat na indyjską modłę czuć i w tym tytule. Jednak nie jest to w nim najistotniejsze. W tym przypadku broni się sama historia. Twórcy bardzo poważnie podeszli do relacji pomiędzy dwójką ludzi.

Para głównych bohaterów to młodzi ludzie, świeżo po zaaranżowanym ślubie. Nie ma między nimi tej iskry, którą widać i czuć pomiędzy “klasycznymi” nowożeńcami. Podczas podróży poślubnej poznają kilka innych par, będących na różnych etapach w swoich związkach. Ta grupa ludzi ilustruje, jak bardzo związki mogą być różne, nawet w tak tradycyjnym społeczeństwie, jakie tworzą Hindusi.

Film ten ma niebywale (jak na indyjskie produkcje) prostą konstrukcję. W pozytywnym sensie. Choć   w ten sposób momentami serwuje nam się przysłowiową nudę. Nie dzieje się w nim wiele. “Nowożeńcy” to raczej reżyserska próba ukazania tego, co się kryje w głowach każdego z bohaterów (zwłaszcza tytułowego świeżo upieczonego małżeństwa). W zasadzie nie ma tutaj jałowych rozmów o niczym, rozkręcania dialogu przez dziesięć minut, by na koniec stwierdzić, że w sumie ta wymiana zdań niczego (nowego) nie wnosi. Główną osią historii jest niemożność przełamania się w relacji z obcą osobą, która nagle staje się kimś najbliższym. Także i to – jak sugeruje podtytuł – że ślub to dopiero początek historii, a nie jej koniec.

Aktorsko “Nowożeńcy” może i nie są perełką. Nie jest jednak z tą kwestią tak najgorzej. I w tym przypadku nie zawodzi Kiron Kher. Wraz ze swoim filmowym partnerem tworzą najzabawniejszy wątek historii. Fardeen Khan oraz Esha Deol w głównych rolach także wiele z siebie dają. Jednak tuż przy końcu tej historii widać kres starań. Może pojawia się typowy bollywoodzki sposób odgrywania dramatów. A może po prostu te osoby nadają się bardziej do komediowych luźnych opowiastek. Zakończenie bowiem zawiodło mnie pod wieloma względami. Nie tyle, że aktorsko wyszło bardzo sztucznie. Pojawia się typowe rozkręcanie akcji dopiero przy samym końcu. Jak wspomniałam wyżej, w “Nowożeńcach” jest wiele momentów, gdy nie dzieje się w nim nic poza kołataniem myśli w głowach głównych postaci opowieści. Dla równowagi jest więc mocniejsze zakończenie. Fani indyjskich produkcji powinni być do tego przyzwyczajeni. Choć – jak ilustruje przykład tego filmu – niekoniecznie jest to najlepszy pomysł. Moim zdaniem ono właśnie obniża ogólną ocenę o cały jeden punkt. Niby jest realistyczne, ale wykonanie kłuje w oczy.

Ścieżka dźwiękowa “Nowożeńców” jest mocno udana. Piosenek słucha się przyjemnie, a do tego są idealnie dobrane pod kątem historii. Dodają jej klimatu i wiele dopowiadają. Nie w takim “zwykłym” sensie, jak to jest ukazywane w większości hinduskich historii miłosnych, gdzie w sumie niczego do dodania nie ma. W tym tytule jest podobnie jak z “Nigdy nie mów żegnaj”: idealnie wyważona ilość dobrze dopasowanej muzyki, która bez tekstu wiele by nam opowiedziała.

Widzowie, którzy mają już za sobą obejrzanych sporo indyjskich tytułów, po obejrzeniu “Nowożeńców” raczej nie powinni mieć poczucia straconego czasu. Ta dobrze prowadzona historia może wciągnąć. Ci którzy nie zaznajomili się jeszcze z tym szczególnym rodzajem kina, kojarzą Bollywoody głównie jako mega długie kiczowate produkcje, podczas oglądania których można spędzić cały dzień. Tymczasem widoczna jest ogólna tendencja do wydłużania czasu trwania filmów. “Nowożeńcom” długością dorównują prawie wszystkie tegoroczne Oscarowe propozycje. Dlatego czasami warto się przełamać. Będzie przynajmniej o czym dyskutować, a komentarze na temat indyjskich filmów nie będą głosem ogółu. Bo indyjskie kino to nie tylko megaprodukcja “Czasem słońce, czasem deszcz”.

Nowożeńcy, melodramat, Indie, 2007
Reż: Meghna Gulzar, wyst.: F. Khan, E. Deol, P. Zorabian, M. Dev, K. Kher, S. Shah
Dystrybutor: Media Way
Moja ocena: 6/10
0 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*