Kontrowersje medycznie podane

Literatura bazująca na naszych obawach często spotyka się z dobrym przyjęciem. “Mutant” lawiruje gdzieś pomiędzy thrillerem, science-fiction a literaturą fachową. Można by ten tytuł nazwać kolejną dystopią. Choć akcja nie dotyczy czasu przyszłego. Cook wziął na warsztat możliwości genetyczne w modyfikacji ludzkiej istoty, a wydarzenia osadził w czasach sobie współczesnych.

Poczęty w probówce VJ to dziecko nadzwyczaj inteligentne. Podczas gdy ojciec jest z niego dumny jak paw, matkę zaczyna martwić coraz więcej kwestii. Jej własny syn zaczyna kobietę coraz bardziej przerażać. Autor w sposób niezwykle wciągający przedstawia, na czym może się skończyć ingerowanie w ludzkie istnienie wykorzystując do tego biotechnologię.

Kto wcześniej miał już przed oczami książki Robina Cooka, ten doskonale wie, jakim językiem autor się posługuje. Można by mu zarzucić zbyt suchy i fachowy styl. Czasami ma się wrażenie czytania pisma branżowego czy podręcznika medycyny. Mamy bowiem tutaj niezwykle szczegółowe opisy badań.

“Przed drugim badaniem VJ został umieszczony w cylindrze o długości blisko dwóch metrów, otoczonym wielkimi magnesami chłodzonymi płynnym helem. Powstałe pole magnetyczne, sześćdziesiąt tysięcy razy większe od pola magnetycznego Ziemi, ustawiało jądra atomów wodoru w cząsteczkach wody obecnych w ciele VJ. Fala radiowa o określonej częstotliwości wytrącała jądra z tego położenia, a gdy wracały do poprzedniej pozycji, wysyłały charakterystyczny, słaby sygnał radiowy, wychwytywany przez czujniki radiowe w skanerze i przekształcany przez komputer w obraz.” [str.91]

Nie jest to żadna wada. Mimo wszystko “Mutanta” czyta się bardzo dobrze. Fabuła jednak jest w sporym stopniu przewidywalna. Po przeczytaniu mniej więcej ćwierci książki domyślamy się już bardzo wiele. A na pewno więcej niż rodzice owego chłopaka. Cook jednak zastosował metodę drobnych kroczków. Stopniowo wraz z bohaterami odkrywamy coraz więcej, co nas w przekonaniu utwierdza. Ale to wcale nie odbiera temu tytułowi dobrego zakończenia. Mimo wszystko jest zaskakująco i szokująco.

Bezpłodność i jej leczenie. Chęć posiadania potomka mimo przeciwności  losu i nauka, która daje wiele możliwości. Moralność, zawodowa etyka a chęć naukowego odkrycia na olbrzymią skalę. Temat – rzeka. Cook jednak nie ocenia. Wskazuje tylko drogę, którą zabawa w Boga może podążyć, gdy zderzą się ambicja, marzenia i wiedza.

“Gdy miałem już te zygoty w laboratorium (…) wybrałem niekodującą sekwencję DNA na chromosomie szóstym i za pomocą techniki mikroiniekcji, używając retrowirusowego wektora, wprowadziłem w ten rejon DNA wszystkich zygot syntetyczny gen NGF. Gen ten znajdował się pod kontrolą kilku promotorów, w tym jednego bakteryjnego, który umożliwił indukcję transkrypcji genu NGF za pomocą antybiotyku z grupy cefalosporyn, zwanego cefaloklorem. (…) To właśnie on uaktywniał wprowadzony gen, w wyniku czego powstał czynnik wzrostu komórek nerwowych.” [str.76]

Ciekawa, emocjonująca pozycja, która jak wciągnie, to na dobre. Czarna wizja rozwoju genetyki, fachowo i dokładnie przedstawiona – jednocześnie mocno realistyczna. Powieść momentami sucha, ale rzeczowa. Choć “Mutant” plasuje się w gatunku thrillera medycznego, autor podaje nam obraz z otwartym zakończeniem, który daje do myślenia. Na pewno jest to pozycja, która z głowy tak szybko nam nie uleci.

Mutant, Robin Cook, thriller medyczny, fantastyka naukowa, REBIS, 2007, 320 stron
Moja ocena: 6/10

Similar Post

3 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *