recenzja książki

“Pępowina” Majgull Axelsson | recenzja książki

pepowina-majgull-axelsson-recenzja-ksiazki

 

“Nagle, któregoś dnia, stoi się niemal na szczycie i patrzy na cały świat. Widzi się rzeczy, których nigdy wcześniej się nie widziało. Pojmuje to, czego nigdy wcześniej się nie pojmowało. Zdumiewa tym, o czym wcześniej myślało się, że jest zupełnie normalne, także sobą samym i swoim życiem.” [str. 191]

Skandynawska proza od zawsze była dla mnie synonimem klasy. Czy to Tove Jansson, Astrid Lindgren czy – coś z zupełnie z innej bajki – Camilla Lackberg albo Stieg Larsson. Od dziecka (choć w pewnym sensie wstyd się do tego przyznać) książki z tego regionu Europy czytam zdecydowanie częściej niż z rodzimego kraju. Choć w niektórych przypadkach jest to zwykły fenomen, często pozycje te są na wysokim poziomie. I to pewnie dlatego zdecydowałam się sięgnąć po powieść Majgull Axelsson. Ale dodałabym do tego jeszcze rewelacyjny motyw przewodni “Pępowiny”. Marketing zaczarował mnie do tego stopnia, że musiałam po tę książkę sięgnąć.

“Ale to właśnie wtedy (…) zrozumiałam, że tego przyjaciela i wroga noszę w sobie. Że najbardziej godna miłości i zarazem najbardziej potworna osoba, jaką kiedykolwiek spotkałam, zbudowała sobie w moim ciele gniazdo, w każdej komórce, w każdym chromosomie. Że już nigdy nie będę wolna. Że moje życie jest dla niego.” [str. 305] Głębokie rany zadane człowiekowi w dzieciństwie potrafią wbić się w niego na zawsze. Wygląda to tak, jakby los istoty miał być z góry przesądzony. “Pępowina” miała być o tym, jak trudno jest oderwać nić łączącą dziecko z rodzicami. Ale nie w tym najprostszym znaczeniu tego słowa. A raczej, jak trudno dziecku stać się innym człowiekiem niż są jego rodzice. Nie mogę zaprzeczyć, że to właśnie autorce się udało. Jednak najwyraźniej miałam zbyt wysokie oczekiwania wobec tego tytułu.

Żałuję, że najpierw nie było mi dane poznać wcześniejszej twórczości autorki. Parokrotnie spotkałam się z opiniami, że lepiej od “Pępowiny” nie zaczynać. I jestem zmuszona potwierdzić to zdanie. Powieść jest świetna i mądra. Lecz jakby coś tutaj było nie tak. Coś niezwykle trudnego do sprecyzowania. Nie jest to zwykła obyczajowa powiastka. Może to właśnie dlatego tak trudno przez nią przebrnąć? Książkę czytałam bardzo długo i rozwlekle. Historia sama w sobie jest dość ciekawa, ale dużo tutaj znaków stopu, które kazały mi odłożyć dalsze czytanie na kilka tygodni. Wydaje się, jakoby ten tytuł był potwierdzeniem teorii, że nie ma złych książek. Po prostu na każdą musi się znaleźć odpowiednia chwila w życiu czytelnika.

Pewne jest, że autorka rewelacyjnie i głęboko zarysowuje postaci. W dodatku z nieprawdopodobnym talentem tworzy klimat swojego kraju. Powieść Axelsson posiada nieco atmosfery, której niekiedy brak w skandynawskich kryminałach. Można mieć wrażenie, że czytelnik w chwili sięgnięcia do powieści został żywcem przeniesiony do Arviki oraz najbliższych okolic i spotkał wszystkie bohaterki. Można poczuć się niczym dziennikarka przyjeżdżająca poznać ludzi, którym przypadek (mniejszy czy większy) dał szansę się spotkać. W wydźwięku jest to historia bardziej pesymistyczna. Choć zakończenie nie jest zbyt jednoznaczne, autorka mimo wszystko daje nutkę nadziei. Książka jest bardzo przemyślana i dopracowana, przepełniona mocnymi prawdami, ale… No właśnie, jakie ale można mieć przy takich superlatywach? Może trzeba ją przeczytać kilkakrotnie? Może trzeba osiągnąć pewien wiek? Na pewno “Pępowiny” nie odradzam. Warto po nią sięgnąć, bo jest prawdopodobne, że każdy czytelnik zobaczy w niej co innego. Zazębiające się historie grupki bohaterów tej powieści dają większą szansę na identyfikowanie się z nimi. I choć nie jestem pewna co o niej sądzić, polecam.

“Jedynymi normalnymi ludźmi na świecie są ci, których nie znamy.” [str. 499]
Pępowina, Majgull Axelsson, obyczaj, literatura piękna, Wydawnictwo W.A.B., 2013, seria z miotłą, 544 strony
Moja ocena: 7/10
8 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

8 Komentarze

  1. kasjeusz
    25/07/2013 at 7:47 pm

    Czemu wstyd? Ja też lubię te rejony, najchętniej bym się tam przeprowadziła. A Tove Jansson jest jedną z moich ulubionych autorek. 🙂
    "Pępowinę" na pewno przeczytam, tematyka interesująca (i bliska).

    • DżoanaKa
      25/07/2013 at 9:04 pm

      Bo przysłowie "cudze chwalicie, swego nie znacie" to dokładnie o mnie 🙂 Jakoś do polskiej literatury nigdy mnie nie ciągnęło. Czytałam wszystko (nawet na lekcjach polskiego) poza kanonem lektur… Polecam się zapoznać z "Pępowiną" by samemu stwierdzić, co się o niej sądzi.

    • kasjeusz
      30/07/2013 at 10:22 pm

      Jak to mówią, serce nie sługa – czasem upodoba sobie literackie rejony odległe od rodzimych. 😉

  2. Varia czyta
    29/07/2013 at 3:51 pm

    mam większość wydanych w Polsce książek tej autorki, tylko oczywiście, żadnej jeszcze nie przeczytałam.. brałam je za grosze jak była okazja, mając z tyłu głowy pozytywne recenzje na jej temat. pępowinę oceniają najsłabiej, ale ponoć wcześniejsze historie to majstersztyk.

    • DżoanaKa
      30/07/2013 at 11:13 am

      Gdyby nie "Pępowina", pewnie nie usłyszałabym o autorce do teraz. Parokrotnie w bibliotece miałam w rękach jej książki, ale odkładałam, bo akurat czytając opisywaną wyżej nie byłam przekonana do tej twórczości. To co piszesz jest pocieszające i przekonuje mnie, że jednak warto sięgnąć wstecz.

  3. monotema
    30/07/2013 at 1:41 pm

    Nazwisko znam z widzenia. Czytałam sporo literatury skandynawskiej, ale nie była to Camilla Lackberg ani Majgull Axelsson. Cóż, literatura skandynawska niejedno ma… oblicze.

    • DżoanaKa
      30/07/2013 at 2:32 pm

      Tak jak i literatura polska choćby – nies sposób zajrzeć do wszystkiego. Ale z drugiej strony: każdy znajdzie coś dla siebie.

  4. Nie tędy droga?: „Kto zabił Palomina Molero?” – Świat w słowach i obrazach
    16/02/2018 at 3:14 pm

    […] zapoznawać się z twóczością od nieodpowiedniego tytułu (tak samo jak z Axelsson i jej „Pępowiną„). A może jest to kolejny przypadek, który trzeba przeczytać minimum dwukrotnie, dla […]

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*

Enter Captcha Here : *

Reload Image