recenzja filmu

Big Love | recenzja filmu | Nieklasyczne love story

big-love-recenzja-filmu

Do polskiego kina jestem nastawiona sceptycznie. Jednak już po kilku sekundach od zobaczenia zwiastunu “Big love” zdecydowałam, że jest to jeden z tytułów, który koniecznie muszę zobaczyć. Minęło troszkę czasu od premiery, aż w końcu zdecydowałam, że to właśnie ten dzień. Duże oczekiwania wcale nie pomniejszyły wrażenia, jakie odebrałam po napisach końcowych. Wręcz przeciwnie – było mi mało.

“Big love” to historia silnego uczucia pomiędzy nastolatką a o prawie dekadę starszym od niej mężczyzną. W treści przeważa młodzieńczy bunt z muzyką w tle. Nie jest to jednak klasyczny romans czy też komedia romantyczna. Pozycja ta jest czymś zdecydowanie lepszym i mniej powszechnym, zwłaszcza w kinematografii polskiej, przepełnionej ostatnio głupiutkimi komedyjkami z koszmarnymi kreacjami aktorskimi, których znani i lubiani powinni się wstydzić.

źródło: kultura.wp.pl

W “Big love” także spotkamy “wielkie” nazwiska. Są one jednak tylko epizodyczne. Zechcesz, drogi Widzu, zobaczyć ten tytuł jedynie dla Szyca? Zawiedziesz się. Na palcach ręki zliczyć można czas, który zajął na ekranie. Znaczna część filmu to po prostu relacja pomiędzy dwójką ludzi (w tych rolach Antoni Pawlicki i partnerująca mu, nieco mniej znana Aleksandra Hamkało).

źródło: festiwalwisla.pl

Film skonstruowany jest nielinearnie, co dodaje mu tajemniczości i tym samym niezwykle wciąga widza. Niemal od samego początku wiemy, że ta historia nie skończy się dobrze, bowiem już wtedy zakończenie jest nam podane na tacy (choć bez konkretów). Doszło do tragedii. Nie wiemy jednak do jakiej i co dokładnie się wydarzyło. Stale zastanawiamy się nad przyczyną zdarzeń i nad tym, co się dzieje w głowach pary. Towarzysząc bohaterom z każdą minutą przekonujemy się coraz bardziej, że ta historia nie ma prawa zakończyć się happy endem. Przeplatanie współczesności ze wspomnieniami coraz bardziej pogłębia naszą ciekawość, by na końcu czuć wielką konsternację. A to odczucie nieczęste w polskim kinie.

źródło: film.onet.pl

“Marzenia zawsze prowadzą do rozczarowania. Dlatego naszym wspólnym marzeniem jest nie mieć marzeń.” Tę kwestię wypowiedzianą ustami jednego z bohaterów możnaby uznać za cytat przewodni. Nie tylko same słowa, ale także sposób ich wypowiadania zapada w pamięć tak mocno, że nie można tego fragmentu zapomnieć. Lecz to tylko kropla w morzu świetnych kadrów, scen, dialogów które składają się na “Big Love”

Hamkało i Pawlicki tworzą wspaniałe kreacje, które wydają nam się niezwykle rzeczywiste. Wzbudzają w widzu cała gamę uczuć i to do tego stopnia, że po seansie pamięta się je doskonale. Na pewno nie jest to tytuł, który tak łatwo wyrzucić z pamięci. Podczas gdy jedni powiedzą, że to film na raz, dla mnie jest takim, który na pewno jeszcze nieraz zobaczę. Nie jestem pewna, czy moje wrażenia po kolejnym obejrzeniu będą takie same, ale “Big love” jest tego wart.

źródło: stopklatka.pl
Big Love, dramat, Polska, 2012, reż. Barbara Białowąs, wyst.: A. Pawlicki, A.Hamkało, R. Gonera, M. Pociecha, M. Pieczyńska, A. Ferency
Dystrybutor: Monolith Films
Moja ocena: 8/10
2 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

2 Komentarze

  1. Varia czyta
    20/08/2013 at 2:19 pm

    film wrażenia na mnie nie zrobił, choć na polskie standardy jest bardzo przyzwoity. za to wykorzystana w nim muzyka oraz wygląd Pawlickiego na piątkę z plusem.

  2. DżoanaKa
    20/08/2013 at 7:45 pm

    Przyznam, że gdyby nie Pawlicki, pewnie bym pominęła ten film. Fakt, muzyka jest znakomita, o czym nie napomknęłam w tekście.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*