recenzja książki

“Kto zabił Palomina Molero?” Mario Vargas Llosa

kto-zabil-palomina-molero-mario-vargas-llosa

Czy w powieści kryminalnej obowiązkowe są elementy zaskoczenia, zwroty akcji i sensacyjne opisy? Niekoniecznie. Llosa bowiem postanawia pójść zupełnie inną drogą: poprzez zbrodnię chce opowiedzieć coś o obyczajach w peruwiańskich małych miasteczkach. Nie prowadzimy śledztwa wraz z bohaterami. Przynajmniej nie w takim stopniu, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Temat u południowoamerykańskiego autora podany jest w taki sposób, aby nietrudno było odkryć winowajcę (przynajmniej teoretycznie – zakończenie bowiem jest tak mgliste, iż niczego już nie można być pewnym). Autor kluczy pomiędzy piętrzącymi się przed komisarzami problemami a próbą odkrycia motywu zbrodni opisanej na samym początku tej mikro-powieści.

Dochodzi do okrutnego morderstwa. Przed naszymi oczami już na sam starcie pojawia się drastyczny wynik tego czynu. Tania sensacja? Chęć zaciekawienia i zatrzymania czytelnika? Być może. Bowiem już chwilkę po nagłej dawce okrutnego opisu następuje wielka przemiana. Efekt: klasyczna zmyłka. Coraz trudniej przewracać kolejne strony (których tutaj nie ma zbyt wiele). Dalej absolutnie nie znajdziemy już unikalnych opisów. Powieść nuży coraz bardziej. Liczymy, że dojdzie do kolejnego objawienia i zaskoczenia mocniejszym opisem. Niestety. Okazuje się, że autor podał nam mylny trop.

Licząc właśnie na to, co Llosa czytelnikom podarował, pewnie się nie da zawieść. Moje oczekiwania wobec kryminału są jednak zgoła inne. Co prawda rzadko kiedy czytam ten gatunek sam w sobie. Zawsze znajdzie się w takich historiach pewna doza obyczajowości. U Lackberg bardziej, u Camilleri’ego mniej. Pokuszę się jednak o obserwację, że “Kto zabił…” można by nazwać czystym obyczajem. Dostałam coś, czego kompletnie nie oczekiwałam. Nie powiem, abym zraziła się do autora. Bowiem ponoć znów zaczęłam zapoznawać się z twóczością od nieodpowiedniego tytułu (tak samo jak z Axelsson i jej “Pępowiną“). A może jest to kolejny przypadek, który trzeba przeczytać minimum dwukrotnie, dla lepszego spojrzenia?

Błądzenie po omacku, niemożność ukarania winnych, piętrzące się pytania i rozmyte zakończenie. Tak najkrócej można by streścić tę historię. W finale nie czuć, że właśnie przeczytało się dobrą powieść. Czytanie dla samego czytania? Bez emocji, które prawdopodobnie autor chciał wywołać? Bez większej konkluzji po jej zamknięciu? Pytanie nasuwa się samo: ale po co? Prawdopodobnie jest to historia, która będzie bardziej trafiona dla rodaka autora, zakorzenionego w opisanej przez niego atmosferze i kulturze. Należałoby zapomnieć o morderstwie, nie szufladkować powieści jako sensacji czy zwykłego kryminału. Otworzyć się bardziej na coś nowego. Nie odradzam. Radzę tylko nie mieć żadnych oczekiwań.

Tytuł: Kto zabił Palomina Molero?, Mario Vargas Llosa, literatura piękna, Dom Wydawniczy Rebis, 1998, 144 strony
Moja ocena: 4/10
0 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*