recenzja książki

Goniąc za marzeniem, błądząc we mgle

goniac-za-marzenie
 “Ludzie chcą, by coś nimi wstrząsnęło. Dziewięć występów na dziesięć lepiej zapomnieć, ale wszyscy czekają na ten dziesiąty raz, na to uniesienie. To właśnie potrafi ruszyć świat z posad. Sztuka.” [1]

“Na południe od granicy…” w pewnym stopniu można by nazwać tym dziesiątym razem. Jest to bowiem mądra powieść, która nakazuje nam przestawić się na inne rejestry. Na te bardziej nostalgiczne. Nakazuje nam przemyśleć po raz kolejny parę dobrze nam znanych kwestii. Tekst Murakamiego jest nieznośnie prawdziwy. Książka potrafi czytelnikowi zadać ból. Ból życia. Nie powiedziałabym, by słowa autora były negatywne i pesymistyczne w swoim wydźwięku. Nakazują nam jednak powrócić myślami do podstaw. Zadać sobie parę niemal filozoficznych pytań. 

“Żyłem jakimś obcym życiem, nie własnym. Jaka część osoby, którą nazywałem sobą, rzeczywiście była mną?” [2]

Z tego względu nie jest to powieść do szybkiego przeczytania. Owszem, na początku – ze względu na formę spowiedzi (przypominającą trochę tytuły Rotha) – historię czyta się migiem. Murakami szybko wprowadza nas w świat głównego bohatera, jego marzenia, prowadzi nas ścieżkami jego myśli. Szybko temu nurtowi dajemy się porwać. Ale w pewnym momencie nie jest to powieść o tym, o czym chcieliśmy przeczytać.

“Wtedy jednak nic nie rozumiałem. Nie rozumiałem, że mogę skrzywdzić kogoś tak straszliwie, że osoba ta już nigdy nie dojdzie do siebie. Że można, po prostu żyjąc, zranić inną istotę tak bardzo, że rana ta już nigdy się nie zagoi.” [3]

Z Hajime zżyjemy się już od pierwszych stron, kiedy przypomina sobie swoje pierwsze minuty na świecie (choć  może nie jest to najlepsze określenie). Murakami nakreśla nam jego postać od podstaw. Wraz z nim dorastamy i uczymy się życia – jakkolwiek patetycznie to zabrzmi. Jako gimnazjalista mężczyzna traci kontakt z jedyną i najlepszą przyjaciółką, Shimamoto (zastanawiam się, dlaczego już pierwsze z brzegu japońskie imię brzmi jak poezja?). To z nią dzielił swoje pasje i uczył się emocji. To z nią dzielił te same obawy. Ich kontakt urwał się tak nagle, że po latach mniejszych czy większych niepowodzeń i doświadczeń zaczyna się zastanawiać, czy jej nie odnaleźć. Czy nie porzucić ustatkowanego życia, by zacząć życie od nowa. Z nią. Zaczyna gonić za  marzeniami. Ale czy to nie jest złudna droga bez światełka w tunelu?

“Wiesz, ja też kiedyś miałam marzenia. Ale gdzieś po drodze zniknęły. Zanim cię poznałam. Zabiłam je. Zniszczyłam je i wyrzuciłam. (…) Niekiedy miewam taki sen. Powtarza się na okrągło. Ktoś niesie coś w obu rękach, podchodzi do mnie i mówi: – Masz, zapomniałaś o czymś. (…) Prześladuje mnie to, czego się pozbyłam.” [4]

“Na południe od granicy…” okazuje się być niezwykle realistycznym obrazkiem. Życiorysem, który mógłby przestawiać losy każdego z czytelników. Murakami opisuje prostą historię (ale nie banalną), przepełnioną ukrytymi emocjami (ale bez przechodzenia w przesadę i zbytni sentymentalizm) i czarno na białym wskazuje parę istotnych przemyśleń. Pozycja ta jest historią człowieka zagubionego, poszukującego szczęścia gdzieś na zachód od słońca. Wychodzi  z założenia, że: “Utknąwszy w tym samym otoczeniu, człowiek wpada w otępienie i letarg. Poziom energii gwałtownie się obniża. Nawet zamkom z bajki przydaje się warstwa świeżej farby.” [5] W końcu któż z nas nie chciałby doświadczyć tych niezwykłych uniesień, o których wspomniałam na samym początku w cytowanym fragmencie?

Całość ma nieco elegijny charakter. Być może to muzyka daje taki mocny efekt? Okazuje się, że wcale nie musi ona nam grać gdzieś w tle. Dźwięczy nam bowiem wraz z kolejnymi słowami wypowiadanymi przez bohatera, który niejako poświęca się muzyce jazzowej. Murakami wręcz zaraża nas uwielbieniem do cytowanych utworów. Talent, jak sądzę. Tym bardziej, że wraz z kolejnymi stronami człowiek zastanawia się, czy to wszystko aby na pewno miało miejsce? A może część tej historii to po prostu błąkanie się w chmurze marzeń?

“Na południe od granicy…” to moja pierwsza przygoda z autorem. Zdecydowanie się nie zawiodłam. Może moje oczekiwania były skierowane nieco w inną stronę, ale w gruncie rzeczy jest to mocna powieść, którą nie czyta się na darmo, dla zabicia czasu. Dzienne racje tej powieści wydają się najlepszym wyjściem. W pewnym sensie książka potrafi przygnębić. A odciąganie nosa od niej na parę chwil pozwoli zastanowić się nad treścią i zawartymi w niej prawdami. Z cała pewnością jest to kawałek świetnej literatury, który mogę polecić każdemu. 

“Kawałeczek po kawałeczku dam się usidlić przez otaczający mnie świat. To był pierwszy krok. Najpierw zgodzę się na to, potem pojawi się co innego.” [6]

***

A na koniec taka gratka dla moli książkowych:

“Uwielbiałem czytać i słuchać muzyki. Zawsze lubiłem książki (…) Zapisałem się do biblioteki i pożerałem każdą książkę, jaka tylko wpadła mi w ręce. Kiedy zaczynałem czytać, już nie mogłem przestać było to jak nałóg: czytałem przy jedzeniu, w pociągu, w łóżku do późnej nocy, w szkole, gdzie trzymałem książkę schowaną, żeby móc do niej sięgnąć na lekcji. Wkrótce kupiłem sobie małą wieżę stereo i cały wolny czas spędzałem w swoim pokoju, słuchając płyt z muzyką jazzową. Nie czułem niemal żadnej potrzeby, by rozmawiać z kimkolwiek o przeżyciach, jakie mi dawały książki i muzyka. Czułem się szczęśliwy sam z sobą. W tym sensie można było mnie nazwać zaprzysięgłym samotnikiem.” [7]

Książkę polecam:

* czytelnikom żądnym dobrych pozycji

* lubiącym powieści dające do myślenia

* fanom realistycznych historii

* melomanom (bo muzyka ma tutaj duże znaczenie)

* osobom, które czują potrzebę zamyślenia się nad książką

* którym nie przeszkadza nieco przygnębiający charakter

***
1/ H. Murakami, “Na południe od granicy…”, tłum. Aldona Możdżyńska, wyd. Muza, 2006, s. 117
2/ Tamże, s. 78
3/ Tamże, s. 32-33
4/ Tamże, s. 227-228
5/ Tamże, s. 165
6/ Tamże, s. 143
7/ Tamże, s. 23-24
Na południe od granicy, na zachód od słońca, (Kokkyō no minami, taiyō no nishi), Haruki Murakami, literatura piękna, wydawnictwo Muza, 232 strony
moja ocena: 7/10
recenzja bierze udział w wyzwaniu:
 
13 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

13 Komentarze

  1. M.
    06/10/2013 at 10:08 pm

    Świetna recenzja, ja również swoją przygodę z twórczością Murakamiego zaczynałam od tej właśnie książki. I do dziś uwielbiam…

    • DżoanaKa
      07/10/2013 at 7:32 am

      Cieszę się, że się spodobała. A może jest tak, że pierwsze jest zawsze najlepsze i dazy się to sentymentem? W każdym razie akurat o tej warto długo pamiętać.

  2. Marta Kor
    07/10/2013 at 7:12 am

    ale recenzja! strasznie mi się spodobała…to była także moja pierwsza przygoda z tym autorem i byłam zadowolona ale nie zachwycona za to po przeczytaniu Kafki nad morzem stwierdzam że "Na południe…" jest o wiele gorsze;) teraz Zniknięcie Słonia i Przygoda z Owcą…;) Pozdrawiam

    • DżoanaKa
      07/10/2013 at 7:34 am

      Dziękuję za te miłe słowa. 'Kafka nad morzem' jest w moich najbliższych planach. Wiele o niej dobrego czytałam. W powyższym tytule podobała mi się narracja – jeśli jest choć trochę tak jak tutaj – będzie to wspaniały deser 🙂

  3. Edyta
    02/12/2013 at 9:28 am

    Świetnie napisane! Polecam Ci inne książki Murakamiego, w których zawsze gra muzyka i ta muzyka jest ważnym elementem każdej jego książki, nadaje im ton 🙂
    Dziękuję za dołączenie do wyzwania Japonica 🙂

    • admin3682
      02/12/2013 at 9:48 am

      Dzięki! Na półce już czeka "Kafka…". Muszę tylko najpierw przebrnąć przez książki, których termin oddania zbliża się wielkimi krokami.

  4. Basia Pelc
    29/12/2013 at 8:18 am

    Nie mogę się doczekać lektury tej książki:)) Świetnie o niej napisałaś, a końcowa gratka dla książkomaniaków wspaniała :))

    • admin3682
      29/12/2013 at 9:11 am

      Polecam jak najbardziej. Mnie zauroczyła do tego stopnia, że mam ochotę do niej wrócić.

  5. Podsumowań roku 2013 część trzecia: książkowa – Świat w słowach i obrazach
    16/02/2018 at 4:28 pm

    […] Na południe od granicy, na zachód od słońca (Kokkyō no minami, taiyō no nishi), Haruki Murakami, 7/10 czytaj o książce na LC czytaj recenzję na blogu […]

  6. Duszna atmosfera, tajemnica z przeszłości – Świat w słowach i obrazach
    17/02/2018 at 8:02 pm

    […] [2] Tamże, s. 13 [3] Tamże, s. 17 [4] Tamże, s. 203 *** *** poznaj także: Kafka nad morzem Na południe od granicy, na zachód od słońca […]

  7. Książkowe podsumowania – Świat w słowach i obrazach
    23/02/2018 at 4:54 pm

    […] Joanna Chmielewska 9/10 9. “Truskawkowe pola“, Jordi Sierra i Fabra 7/10 10. “Na południe od granicy, na zachód od słońca“, Haruki Murakami […]

  8. Różne odcienie samotności lub Pochwała klasyków – Świat w słowach i obrazach
    28/02/2018 at 5:23 pm

    […] przeczytaj także recenzję książki “Na południe od granicy, na zachód od słońca” … […]

  9. Holandia dogłębnie fascynująca – Świat w słowach i obrazach
    04/03/2018 at 4:46 pm

    […] poznaj także inne propozycje wydawnictwa: Pamiętam Cię Kafka nad morze Na południe od granicy, na zachód od słońca […]

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*