recenzja filmu

Drugoplanowa iskierka

drugoplanowa-iskierka-sprzedawca-smierci

Gdyby “Sprzedawca śmierci” został wyprodukowany w roku 2011, w pewnym sensie wpisywałby się w powszechną w najnowszych filmach nostalgię. Być może Heston nie do końca to nam uzewnętrznił, ale najkrócej mówiąc, historia to zgubna tęsknota do marzeń. Co oczywiście bardziej widoczne jest w pierwowzorze…

kadr z filmu;
na zdjęciu: Amanda Plummer
oraz Max von Sydow
(źródło)

Oglądając choćby “Białego oleandra”, nie byłam wielce zachwycona efektem przeniesienia powieści na scenariusz. “Sprzedawca…” upewnia mnie za to w przekonaniu, że nie każda książka nadaje się do ekranizacji. Historia aż się prosi, by skorzystać z dobrodziejstw dziesiątej muzy. Zwłaszcza biorąc pod uwagę autora – to jego dzieła są w końcu najczęściej ekranizowanymi. “Sklepik z marzeniami” nie jest jednakże idealnym tytułem na dwugodzinną projekcję. Treść jest niezwykle rozbudowana, a wiele wątków, które scenarzysta pominął wydają się koniecznością. Nie można odżałować, że przynajmniej w tym wypadku nie pokuszono się o serial. Ja za to  pokuszę się o przedstawienie efektu Richtera – powstał film bardzo spłaszczony, powierzchowny, momentami niespójny i nielogiczny.
powieści na scenariusz. “

Rzecz się dzieje w małym miasteczku, gdzieś w stanie Maine. Przybywa do niego tajemniczy businessman, Leland Gaunt. Otwiera sklepik, w którym dostaniemy wszystko, co się może człowiekowi zamarzyć. Pod przykrywką sklepu jednak kryje się coś więcej. Kupując upragnioną rzecz, jednocześnie zaprzedaje się duszę diabłu. 

Zacznijmy od tego, że Richter pisząc scenariusz wykreował tajemniczego sklepikarza niejako na głównego bohatera. W pewnym stopniu doprowadziło to do spłaszczenia fabuły. Owszem, wokół Gaunta wszystko się kręci, ale to postać w zamyśle tajemnicza, odkrywana stopniowo. Tymczasem w filmie mamy go pełno na każdym kroku.

kadr z filmu;
na zdjęciu: Bonnie Bedelia
oraz Max von Sydow
(źródło)

Film nie odda pewnych szczegółów i klimatu, który jesteśmy sobie w stanie wyobrazić nad książką. Ale tutaj mamy totalny brak klimatu małomiasteczkowego. Zakotwiczenie bohaterów, zwłaszcza tym najważniejszych, w teraźniejszości też nie było dobrym wyborem. Co innego, gdyby szeryf (grany przez Eda Harrisa) był bohaterem dwudziestokilkuletnim. Jednak jest to facet z przeszłością. A jego ukochana, Polly (Bonnie Bedelia), kobietą poturbowaną przez życie (czego oczywiście w filmie nie zaznaczono). Podsumowując: w “Sprzedawcy…” mamy świat ludzi pustych, bez przeszłości, jedynie emanujących przemocą.

źródło

Efekt: przedstawiono nam horror, którego w ogóle tu nie czuć. Brak wielu niezbędnych postaci, paru szczegółów, które tworzą klimat tajemniczości i grozy. Do tego dochodzą pokaźne zmiany w fabule, co z pewnością miało zadziwić czy zbić z tropu widzów, którzy wcześniej sięgnęli po powieść. Jeżeli scenarzysta miał zamiar zachęcić do przeczytania książki, to i owszem, mogło mu się udać. Ale jeżeli tak wyglądała jego wizja artystyczna? Można powiedzieć tylko tyle, że wyszło zbyt powierzchownie.

Max von Sydow – powiedziałabym, że poprawny. Ale z pewnością nie jest w szczytowej formie. Ed Harris bezbarwny, wyprany z uczuć. Ale to jak już zostało powiedziane, kwestia samego pomysłu na film, jak przypuszczam. Bonnie Bedelia też szczególnie nie zachwyca. Reszta obsady tym bardziej. Poza Amandą Plummer, która mimo roli drugoplanowej tchnęła w film pewną iskierkę.

Biorąc pod uwagę całokształt, film jest przyzwoity. Zaskakuje, wciąga, a nawet przeraża. Nie oczekujcie od niego zbyt wiele, a się nie zawiedziecie.

Sprzedawca śmierci (Needful things), adaptacja powieści S. Kinga Sklepik z marzeniami, reżyseria: F.C. Heston, scenariusz: W.D. Richter, horror, USA, 1993, wyst.: Max von Sydow, Ed Harris, Bonnie Bedalia, Amanda Plummer
moja ocena: 5/10

Jeżeli:

* NIE czytałeś powieści “Sklepik z marzeniami”

* po horrorze oczekujesz strachu z pewną dozą morału, bez zbędnych efektów specjalnych

* przepadasz za szybką i treściwą akcją

“Sprzedawca śmierci” jest właśnie dla Ciebie!

 
7 Komentarze
Podziel się treścią
Tagi: ,

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

7 Komentarze

  1. Agnieszka T
    16/10/2013 at 8:57 am

    Choć zapowiada się interesująco, moja odwaga nie pozwoli mi obejrzeć tego filmu

    • DżoanaKa
      16/10/2013 at 6:53 pm

      Jeśli chodzi o strach, to są filmy wzbudzające więcej tego uczucia 🙂

  2. Marta Kor
    16/10/2013 at 10:34 am

    wiem, ze piszesz aby oglądać jeśli nie czytało się książki – ja jeszcze nie czytałam ,ale chcę i wolałabym jednak najpierw przeczytać książkę i wtedy porównać – nawet jak mam się zawieść;) świetny post i fajnie uszczegółowiony;) pozdr

    • DżoanaKa
      16/10/2013 at 6:56 pm

      W sumie to Cię rozumiem, bo sama chyba wolę taką kolejność. Choć niektórzy twórcy filmowi potrafią ledwie zasugerować się treścią książki, a i tak film zrobią na własną modłę. Np. mimo że oglądałam (i to kilkakrotnie) "Skóra w której żyję" Almodovara, to i tak książka "Tarantula" mocno mnie zaskoczyła. Podobnie z "Wyspą tajemnic" z diCaprio. Mimo zaznajomienia z akcją i tak książka pozostawiła mnie z lekką konsternacją.

  3. versatile
    16/10/2013 at 7:40 pm

    Styl pisania Kinga jest dla mnie odrobinę "zbyt ciężki", być może ekranizacje jego książek spodobają mi się bardziej 🙂

    • DżoanaKa
      17/10/2013 at 8:52 am

      Z ekranizacj zdecydowanie lepiej wypada "Lśnienie" i "Zielona mila". Teraz "na warsztacie" jest "Carrie", ale wątpię bym obejrzała. Przeczytałam książkę, mam swoje zdanie. Przynajmniej ta książka nie wydała mi się taka "ciężka" (może dlatego, że to początki tego autora). A szczerze mówiąc, to nie za bardzo przepadam za takim mocnym kinem jak horror 🙂

  4. Książkowa fantazja
    27/11/2013 at 12:49 pm

    Nie oglądałam tego filmu i się skusze 😛

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*