Artyści na Bliskim Wschodzie

“Nasze broszurki za pomocą zimnej czcionki Arial deklarowały, że dwóch przedstawionych w niej młodych ludzi nie wyrusza na Bliski Wschód po prostu malować – nie, oni udają się na artystyczną wyprawę do serca islamskiego świata, by podważyć zachodnie stereotypy na temat tego regionu. Planują dostać się w głąb, znaleźć elementy, które nie pojawiały się w wiadomościach. Wypełnić lukę między jego dwoma wizualnymi karykaturami: obrazami wylęgarni współczesnego terroryzmu samobójczego oraz orientalnej, starożytnej i seksualnie podejrzanej krainy Ali Baby i jego latającego dywanu.” [1]
przez nie do końca brytyjski
wygląd autor niejednokrtotnie
popadał w tarapaty (źródło)

Zapowiedź autora brzmi intrygująco. Jeszcze większym haczykiem jest polskie tłumaczenie (pod)tytułu książki. Mocno reklamujący – sugerujący coś wielkiego i wiele obiecujący. Z całą pewnością nie jest to naginanie prawdy. Autor wraz z przyjacielem właśnie tego doświadczyli. Nie przedstawia to jednak najprawdziwszego obrazu, jaki nam Hemming zmalował.

Czytelnikom zasugerowano przepełnioną niebezpiecznymi sytuacjami wyprawę po Bliskich Wschodzie. W planach podróżnik-artysta miał przedstawienie świata, który niekoniecznie jest nam znany. Mam jednak wrażenie, że – o ile tego doświadczył – większość zachował dla siebie (lub dla innej publikacji).

“Zagraniczni dziennikarze, którzy dostają się do Iraku, są zbyt zajęci szukaniem sekretnej broni nuklearnej Saddama czy czegoś w tym stylu. (…) Ludzie chcą słuchać historii o tyranie Saddamie. Chcą cierpienia. Nie interesuje ich (…) artystyczne odrodzenie.” [2] W słowach zawiera się absolutne przeciwieństwo tego, co nas czeka czytając tę pozycję. “Kierunek Bagdad” jest swoistym pamiętnikiem. Zestawem wspomnień, przemyśleń i spostrzeżeń na temat kultury niezrozumianej przez większość świata. Z tym, że te specyficzne wnioski zobaczymy właśnie przez pryzmat wizji artystycznych: farboczuć czy też naturokultur.“Dla dwóch osób bez doświadczenia, które wcześniej zajmowały się jedynie siedzeniem w bibliotekach i pisaniem esejów, wystarczająco trudne było już samo zarabianie. Zarabianie w trakcie podróży było trudne ekstremalnie.” [3] Niemniej całość wyprawy skupia się na organizowaniu wystaw, podczas których Hemming wraz z przyjacielem, Al’em sprzedadzą dzieła przedstawiające ich spojrzenie na islamski świat. Czasami to spojrzenie trąci naiwnością i oczywistościami. Ale czyta się dobrze i jest świetnym uporządkowaniem obserwacji na temat Bliskiego Wschodu.

próbka tego, czym autor wraz z
przyjacielem zarabiają podczas podróży
(źródło)

Czytając “Kierunek Bagdad”  można mieć wrażenie, że (częściowo) słowa w tej historii mogły zostać spisane  z dowolnego “spokojnego” miejsca na ziemi, na chłodno – jakby autor nie był w miejscach, które opisuje. Bądź też wiele zostało pominięte. Sam słowami “Przecięcie Półwyspu Arabskiego zajęło nam nieco więcej niż dzień; Bertram Thomas, St John Philby i Wilfred Thesiger [brytyjscy podróżnicy] jęknęliby na myśl o tym.” [4] zwraca nam uwagę na ten fakt. Czyżby nie widział w tym nic złego? Mojego uwielbienia tym samym sobie nie zaskarbił (choć mam na uwadze, że podróżowanie po tym regionie w niedługim okresie po wydarzeniach z 11 września 2001 roku nie jest najbezpieczniejszą wojażą). To, czego najbardziej oczekiwałam, to o czym nie można przeczytać za wiele, zostało potraktowane jak natrętny dzieciak, na którego macha się ręką, by pozwolił rozmawiać dorosłym. Tak naprawdę nie odkryjemy tutaj Arabii Saudyjskiej, a Oman jedynie liźniemy. Bynajmniej nie w sensie antropologicznym.

“Kierunek Bagdad” w wersji
oryginalnej; tytuł jest
nieco mniej przebojowy
(źródło)

 

“Derwisz jest tym, czym ludzie chcą, żeby był. Różnymi rzeczami dla różnych ludzi. Niektórzy mają własne idee i łączą je ze słowami, które mówię, lub ze słowami, których nie mówię. (…) ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć, dopóki nie pojawi się coś, co pokaże im, że się mylą. To tak jak z Irańczykami mówiącymi o życiu w Ameryce. Nazywają to rajem, bo chcą wierzyć, że to raj. Róże rzeczy dla różnych ludzi. Zwłaszcza gdy nie masz na czym się oprzeć.” [5]

 

Hemming podczas podróży stara się przedstawić nam obraz regionu, spotyka się z mieszkańcami Bliskiego Wschodu, ale także może poszczycić się spotkaniami pierwszego stopnia z amerykańskimi G.I. albo sułtanem Omanu. Wszystko w rytmie rozrywki.“W klubie (…) wszyscy byli pochodzenia królewskiego, albo bogaci, albo piękni, a często spełniali wszystkie te warunki jednocześnie. Razem z większością wnuków i wszelkiej maści krewnych z rodziny sułtana Omanu (…) spędziliśmy wieczór, podskakując w rytm «Lose Yourself» Eminema oraz «Mundian To Bach Ke» Panjabi MC, piosenek, które tej nocy zapełniały parkiet.” [6] Nie znajdziemy tutaj za wiele historii, zabytków, kultury. Momentami można mieć wrażenie “przelatywania” przez stereotypy. Ale za to z niezawodnym (choć specyficznym) brytyjskim poczuciem humoru. W momentach, w których płaczę ze śmiechu przypomina mi się za co tak naprawdę lubię książki z serii Bieguny, napisane ręką mieszkańców Wysp Brytyjskich.

Grzechem jednak byłoby stwierdzić, że “Kierunek Bagdad” to książka kompletnie bezwartościowa. Autor zwraca uwagę na pewne istotne fakty (choć nie do końca jest to nowe spojrzenie). Daje nam obraz społeczeństwa, które zmuszone jest żyć w chaosie, strachu. Z większym ukłonem w stronę artystyczną i rozrywkową. Jednak znajdziemy tutaj informacje o działaniu propagandowym i niebezpieczeństwach, które możemy spotkać wędrując przez kraje islamskie.

“(…) w tamtym momencie najbardziej wpływowymi artystami na Bliskim Wschodzie – rozpatrując to w kategoriach zdolności do wpływania na masy ludzkie za pomocą obrazów, emocji, aż do samego końca – byli mężczyźni i kobiety kierujący Al-Dżazirą. (…) Brak słów w ich bumperach stanowił przejaw geniuszu (…). Jak w przypadku każdej wspaniałej sztuki widz miał wrażenie, że samodzielnie odczytywał obrazy i dochodził do własnej interpretacji. Nie czuł, że ktoś mu mówił, co ma myśleć. A mimo to komunikacja między artystą a widzem była imponująco precyzyjna.” [7]

Gdy tylko podczas podróży usłyszał o bagdadzkim artystycznym renesansie, Hemming obrał sobie cel. Skupił się na nim tak mocno, że ciągnął do niego jak zahipnotyzowany. Choć z każdym dniem podjęcie decyzji było coraz trudniejsze (podróż miała miejsce w czasie gdy nad Irakiem wisiała groźba wypowiedzenia wojny ze strony Stanów Zjednoczonych). “Nikt nie powie: «Jest w porządku, róbcie dalej to, co robicie», a wszystko, czego chcemy, to żeby ktoś, ktokolwiek, tak właśnie stwierdził.” [8] Stąd ten właśnie tytuł. Nie liczmy na to, że dowiemy się  o Iraku (czy też samym Bagdadzie) za wiele. Rozbudowany jest jedynie początek podróży. A na ten temat wiele zostało już napisane i ciężko wbić się z czymś nowym.

Piętno na rynku książek podróżniczych tą książką nie zostało wypalone. Jej czytanie nie do końca jest jednak stratą czasu.Jeśli na temat Bliskiego Wschodu czytało się bardzo mało lub dopiero zaczyna się przygodę z literaturą wspomnieniowo-wojażową, “Kierunek Bagdad” okaże się ciekawą pozycją.

Kierunek Bagdad. Jak zostałem włóczęgą, terrorystą i szpiegiem na Bliskim Wschodzie (Misadventure in the Middle East. Travels as Tramp, Artist and Spy), Henry Hemming, tłum.: Ewa Kleszcz, literatura podróżnicza, wspomnienia, wydawnictwo Carta Blanca, 2010, Seria Bieguny, 280 stron
moja ocena: 6/10
Jeżeli:

* przepadasz za brytyjskim stylem pisarskim * chcesz się przekonać, że naprawdę każdy może wybyć w świat, by później spisać z tego wspomnienia * chciałbyś zacząć swoją przygodę czytelniczą z Bliskim Wschodem * lubisz literaturę podróżniczą i przepadasz za innymi pozycjami z serii Bieguny

“Kierunek Bagdad” jest książką właśnie dla Ciebie!

 

“Każdy, kto chce poznać ludzką psyche, […] lepiej niech porzuci nauki ścisłe, odłoży na bok togę uczonego, pożegna się ze swym gabinetem i ruszy w świat śladem ludzkich serc. Tam, w horrorze więzień, zakładów psychiatrycznych i szpitali, w ponurych podmiejskich pubach, burdelach i jaskiniach hazardu, w eleganckich salonach, na parkietach giełd, podczas spotkań socjalistów, w kościołach, w zgromadzeniach rewiwalistów i ekstatycznych sekt, poprzez miłość i nienawiść, poprzez doświadczenie na sobie namiętności w każdej formie, zbierze on bogatsze plony wiedzy, niż mogłyby dać mu najgrubsze księgi.” [9]

 

***
[1] Henry Hemming, “Kierunek Bagdad”, tłum. Ewa Kleszcz, wyd. Carta Blanca, wydanie I, 2010, s. 12
[2] Tamże, s. 40
[3] Tamże, s. 12
[4] Tamże, s. 151
[5] Tamże, s. 115
[6] Tamże, s. 138
[7] Tamże, s. 182
[8] Tamże, s. 141
[9] Carl Jung; słowa, którymi Hemming zaczyna całą przygodę i która stała się motywem przewodnim podróży

Similar Post

11 Comments

  1. […] Hemming podczas podróży stara się przedstawić nam obraz regionu, spotyka się z mieszkańcami Bliskiego Wschodu, ale także może poszczycić się spotkaniami pierwszego stopnia z amerykańskimi G.I. albo sułtanem Omanu. Wszystko w rytmie rozrywki.“W klubie (…) wszyscy byli pochodzenia królewskiego, albo bogaci, albo piękni, a często spełniali wszystkie te warunki jednocześnie. Razem z większością wnuków i wszelkiej maści krewnych z rodziny sułtana Omanu (…) spędziliśmy wieczór, podskakując w rytm «Lose Yourself» Eminema oraz «Mundian To Bach Ke» Panjabi MC, piosenek, które tej nocy zapełniały parkiet.” [6] Nie znajdziemy tutaj za wiele historii, zabytków, kultury. Momentami można mieć wrażenie “przelatywania” przez stereotypy. Ale za to z niezawodnym (choć specyficznym) brytyjskim poczuciem humoru. W momentach, w których płaczę ze śmiechu przypomina mi się za co tak naprawdę lubię książki z serii Bieguny, napisane ręką mieszkańców Wysp Brytyjskich. (czytaj więcej) […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *