banialuki

W oczekiwaniu na natchnienie

w-oczekiwaniu-na-natchnienie-czyli

Teksty zachęcające (albo i nie) do przeczytania Blondynki na Kubie, Kafki nad morzem oraz Z Hajerem na kraj Indii są w przygotowaniu. Prawie puste dokumenty czekają na lepszą minutę. Albo raczej – pozwalając sobie na pewne zapożyczenie – moje palce muszą zacząć żyć własnym życiem (jeśli jakimś cudem jeszcze nie trafiliście na opowiadanie Pauliny Król, radzę czym prędzej ten błąd naprawić).

Parę dni temu wydawnictwo G+J zaskoczyło mnie przesyłką. No dobrze, może nie tak bardzo zaskoczyło, bowiem spodziewałam się jej. Po raz kolejny bowiem przedłużyłam prenumeratę Travelera. Tym razem zdecydowałam się na dodatek (bo jakże on się różnił od promocji, na które trafiałam).

Mam za sobą jedną książkę Olgi Morawskiej z tej serii. Wakacje w Nepalu. Jednak szkocka czy norweska kraina na tę chwilę wydaje mi się bardziej osiągalna. Książki może w końcu zmobilizują mnie do odwiedzenia północy. W przeciwieństwie – na przykład – do Włoch, które nawiedziłam już pięć razy). Nie, nie mam ich dość. Znajduje się tam parę cudownych i urokliwych miejsc, do których mam ochotę jeszcze wrócić. Ale nieznane nie mniej mocno mnie kusi.

***

To jest straszne, ale nie potrafię oprzeć się księgarniom. Matras po raz kolejny mnie zahipnotyzował. Miałam tylko wejść. Miałam tylko się rozejrzeć. Miałam tylko ogarnąć wzrokiem promocje i doświadczyć ukojenia patrzeniem na książki pachnące nowością. No niestety! 

 

Na szczęście myślenie o ograniczonych funduszach pozwoliło mi zakupić tylko jedną. I zakładkę jako dodatek (na poniższym zdjęciu).

Eh ten literacki zakupoholizm…

***

Wiem. Jeszcze nie uporałam się z poprzednim stosem. Nazwijcie to nałogiem.

Przekroczony (o zgrozo!) termin oddania książek (wolałam je doczytać niż oddać w terminie, co w zasadzie wcześniej – z racji mojej obowiązkowości – nie zdarzało mi się). A do tego oddanie tych mniej przyjemnych – uczelnianych – tytułów. Poluzowały się limity. W końcu. Jakże inaczej miałabym zatem postąpić, jak nie wymienić je na nowe?

11 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

11 Komentarze

  1. ami.
    13/02/2014 at 5:07 pm

    Murakami… oj kusi kusi. Aż wstyd sie przyznać, że nie czytałam ani jednej z jego powieści.
    Też zawsze na mnie błagalnie patrzą te zakładki w Matrasie.. 😉

    • admin3682
      13/02/2014 at 8:50 pm

      Dopiero niedawno zaczęłam swoją przygodę z Murakamim. Zadziwiające, że tak późno. Ale myślę, że zaczęłam od właściwej. I do niej jeszcze zapewne kiedyś wrócę. A mam na myśli "Na południe od granicy, na zachód od słońca".

  2. Edyta
    13/02/2014 at 5:52 pm

    Mnie ostatnio tez Matras skusił i również Murakami, tyle, że "Sputnikiem sweetheart" 🙂 A i tak się ograniczam i pilnuję, bo nie powinnam już NIC kupować w najbliższym czasie.

    • admin3682
      13/02/2014 at 8:51 pm

      Moje pilnowanie się wychodzi tak w powyższym poście 🙂 Murakami modny się zrobił. Ale temu akurat się nie dziwię. A czytałaś jakieś inne książki autora?

    • Edyta
      14/02/2014 at 1:24 pm

      Zaczęłam czytać Murakamiego zanim się zrobił taki popularny 🙂 Dobre 10 lat temu! Czytałam m.in. "Kafkę nad morzem", "Przygodę z owcą", "Tańcz, tańcz, tańcz", "Ślepą wierzbę i śpiącą kobietę", "Bezbarwnego Tsukuru Tazaki i jego lata pielgrzymstwa" (o tej pisałam na swoim blogu) i jeszcze kilka innych 🙂

    • admin3682
      14/02/2014 at 1:44 pm

      A którą w takim razie byś najbardziej polecała?

    • Edyta
      14/02/2014 at 2:54 pm

      Sama zaczęłam swoja przygodę od pozycji, którą wszyscy odradzają początkującym, czyli od "Na południe od granicy, na zachód od słońca" i wcale się nie zniechęciłam. Ale może na wszelki wypadek sięgnij po "Tańcz, tańcz, tańcz" albo po "Kafkę nad morzem" 🙂

    • admin3682
      14/02/2014 at 4:06 pm

      Za późno, bo właśnie zaczęłam od Na południe od granicy… Zostałam nią oczarowana. I może dlatego Kafka już tak wspaniała, genialna, rewelacyjna i wyjątkowa (jak ją określają) mi się nie wydawała. Choć też jestem pod jej wrażeniem. Chyba pozostanę przy zdaniu, że wolę realizm w powieściach. A jednak Na południe… była bardziej realistyczna. Niemniej obydwie równie mocno kuszą mnie do czytania następnych 🙂 Za niedługo pojawi się recenzja Kafki. Jak wspomniałam w notce 😉 O Tańcz… nie słyszałam, ale trzeba będzie sięgnąć, skoro polecasz .

    • Edyta
      14/02/2014 at 7:12 pm

      Czyli jest nas dwie 😀 "Tańcz, tańcz, tańcz" też jest z tych bardziej realistycznych.
      W takim razie czekam na recenzję 🙂

  3. Basia Pelc
    13/02/2014 at 6:00 pm

    A nie mogłaś sobie przedłużyć terminów czytania? Czy była na nie kolejka?

    • admin3682
      13/02/2014 at 8:48 pm

      Akurat te miałam od grudnia już, w związku z czym już się nie dało przedłużyć.Chroniczny brak czasu, a nieco wcześniej jakaś taka chwilowa niemoc czytelnicza.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*