recenzja książki

“Z Hajerem na kraj Indii” Mieczysław Bieniek | Obrazowo, zabawnie i z ikrą

obrazowo-zabawnie-i-z-ikra-z-hajerem-na
Czasami zastanawiam się, czy mają rację z tą reinkarnacją. Myślę jednak, że w takim hasioku każda myśl przewodnia jest dobra. Bogaty woła, że mu się należy. A biedny myśli, że tak musi być. Ot, co znaczy ślepa wiara, choć ja akurat takowej nie posiadam. [1]

Indie to kraj kontrastów. Wie to każdy, kto choć trochę interesuje się światem. W każdej podróżniczej książce zobaczymy mrowie zdjęć obrazujących wszędobylskie śmieci, brud i ubóstwo. Ale dopiero w książce Mieczysława Bieńka te obrazy przemówiły do mnie tak mocno. Może to wynik tak mocnego ich nagromadzenia?

Z Hajerem na kraj Indii jest książką niezwykłą pod paroma względami. Wyróżnia ją przede wszystkim język. Nie jest to czysta polszczyzna. Rodowity Ślązak przekazał kawałek swojego podróżniczego życia na swój, śląski sposób. Nie wiem co powoduje, że już samo zaciąganie tą gwarą sprawia, że ludziom z centralnej Polski pojawiają się uśmiechy na twarzy (autopsja). Dlatego dla tych samych osób książka może się okazać ciekawym doświadczeniem. Tym bardziej, iż autor opisy wojaży po Indiach i okolicach okrasza wspomnieniami i nawiązaniami do miejsca swojego pochodzenia. Takie swoiste dwa w jednym.

Wydawnictwo postawiło na wyjątkowość także jeśli chodzi o edycję książki. Jest to bowiem wspaniały album z dodatkiem tekstu. Nie odwrotnie. Jednak proszę jej nie mylić z mini książeczkami wydawnictwa G+J, jak Dzienniki z podróży Beaty Pawlikowskiej. Zdjęcia są na każdej stronie, ale najczęściej stanowią tło opowieści. Dosłownie i w przenośni. Dokładnie obrazują to, co treściwie autor podaje. A opisy są w nie wkomponowane. Niczym dobrze dobrany tekst do pięknej melodii.  Z tym, że ze zdjęć wypływa nie tylko piękno i magia. Pokazują, jak wielkim… hasiokiem można ten kraj nazwać.

Kalkuta, a właściwie całe Indie, kojarzą mi się ze wszędobylskim odorem moczu, natomiast Dakka, bądź co bądź stolica kraju, mnie będzie się kojarzyć z wymiocinami. Gdy szedłem ulicami, wszędzie unosił się ten smrodliwy zapaszek. Co ciekawe, fetorek ten brał się z powodu… rozlicznych cukierni.” [2]

Mieczysław Bieniek jest człowiekiem z ogromnym poczuciem humoru. Nie można tego przeoczyć czytając indyjskie czy bangladeskie opowieści. Pomysłowość i żądza odkrycia czegoś, czego nie doświadczył jeszcze nikt inny  – jak przypuszczam – mogłaby zaskoczyć nawet jego najbliższych. Dlatego każda strona książki to ekscytująca czytelnicza przygoda. Jak to się stało, że podróżnika pomylono z generałem? W jaki sposób i dlaczego Hajer został Hare Krishną? Jak się dostać do miejsc, do których teoretycznie dostać się nie można? Jak z wycieczki wielodolarowej zrobić (prawie) darmową? Dlaczego czasem lepiej spać na dachu, niż w małej prywatnej izdebce? Nie wiem, czy należałoby powyższą pozycję traktować jako poradnik czy kompendium wiedzy niezbędnej podczas zwiedzania najdalszych zakątków świata. Ale na pewno można przy tym się świetnie ubawić.

Z Hajerem na kraj Indii to rewelacyjny obraz indyjskiego życia. Przepiękne krajobrazy, ale także obrazy takie, na których widok czuć (dosłownie) tamtejsze powietrze. Chowajcie się najnowsze technologie, pozwalające poczuć zapachy z kartki. Tutaj wystarczy sama sugestia, jedno spojrzenie. Autor pokazuje nam ludzi i ich zwyczaje. Będąc blisko nich, pokazuje jak wygląda ich codzienne proste życie. Pokazuje piękno natury i jednocześnie kompletny brak piękna. Cudowne zachody słońca i niesamowicie brudne plaże. Obrazy i wspomnienia zebrane z wielu wypraw w ten region. Hajer tego wszystkiego doświasdcza i jednocześnie niezwykle dosadnie nam to przekazuje. Smakuje indyjską prostą kuchnię i owoce, których nie dostanie się wszędzie, jak duriany – owoce o upojnym zapachu rodem z haźla, za to w smaku – godne anielskich podniebień. [3]. Wonio przy tym tak, że go nawet komary omijały. Później okazało się, że był to najskuteczniejszy na nie środek. [4]

A jednak ci ludzie, którzy trzymali się tego miejsca jak pies budy, budzili we mnie sympatię. Właśnie dlatego, ze nie znali innego świata i nie mieli ochoty go poznać. Nie chcieli niczego zmieniać w swoim beznadziejnym, jak na mój gust, życiu. [5]

Można z całym związanym z tym ciężarem powiedzieć, że jest to pełen obraz, którego nie dostarczyło wiele już wcześniej przeczytanych książek o tematyce indyjskiej.  Książkę radzę przeczytać każdemu, kto ciekaw jest dokładnego, prawdziwego obrazu Indii. I nie jest to kwestia mojego śląskiego pochodzenia, które nakazuje mi polecać wszystko, co związane z regionem.

 

Tym którzy wielbią czysty język polski – polecam.

Tak przekornie. Bo czasem treść okazuje się ważniejsza.

Tym którzy pochodzą ze Śląska – polecam.

Ot tak, z sentymentu.

Tym którzy są z innych regionów – polecam.

By nauczyć się paru nowych słów. I poznać kawałeczek śląskiej historii.

Tym którzy uwielbiają literaturę podróżniczą – polecam.

Jest to bowiem bardzo wartościowa pozycja z tej półki.

Tym którzy o Indiach niewiele wiedzą, ale także tym którzy już wiele o Indiach przeczytali – polecam.

Książka zawiera wiele informacji, których do tej pory nigdzie indziej nie widziałam.

Tym którzy wolą albumy od długich opisów – polecam.

Jeśli komuś nie spodoba się styl autora, książkę można przejrzeć niczym dobry album.

 

***
[1] Mieczysław Bieniek, Z Hajerem na kraj Indii, Wydawnictwo Annapurna, 2011, s. 27
[2] Tamże, s. 93
[3] Tamże, s. 105
[4] Tamże, s. 97
[5] Tamże, s. 260

 

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:
Reporterskim okiem
Książkowe podróże
Odkrywamy białe plamy
Polacy nie gęsi, czyli czytamy polską literaturę

Wyzwanie biblioteczne
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Rekord 2014
Czytamy polecane książki

Do przeczytania powyższej książki zachęciła mnie recenzja Izabeli z bloga Magia książki

 

15 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

15 Komentarze

  1. Basia Pelc
    14/02/2014 at 4:14 pm

    Myślę, że na pewno spodobałaby mi się ta publikacja.

    • admin3682
      15/02/2014 at 9:55 am

      Zatem lepiej już ją rezerwować, jeśli chodzi o bibliotekę. Przynajmniej u mnie ciężko ją było dostać. Albo ja tak niezbyt fartownie trafiałam, że akurat jej nie było 🙂

  2. Esa Czyta
    14/02/2014 at 5:02 pm

    Bardzo lubię książki o Indiach, dlatego będę o niej pamiętać – może kiedyś będę miała okazję przeczytać 😉
    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do mnie 😉

    • admin3682
      15/02/2014 at 9:54 am

      Polecam jej poszukać. Ja na nią czekałam dłuugo, bo ciągle jak chciałam ją pożyczyć, była niedostępna. Bardzo chętnie jest czytana. A bibliotekarka wspomniała, że była na spotkaniu z autorem i okazał się on być – zgodnie z wnioskami płynącymi z książki – przesympatycznym człowiekiem.

  3. Edyta
    14/02/2014 at 5:22 pm

    Nigdy Indie nie było moim wymarzonym miejscem do podróży. W każdym razie nie był w czołówce, bo jednak chciałabym móc kiedyś je zobaczyć. Jednak książka spodobałabym mi się na 100% 🙂

    • admin3682
      15/02/2014 at 9:52 am

      Tak, powyższa książka zachęci każdego. Albo zniechęci, jeżeli ma fobię dotyczącą bałaganu i owadów… Tytuł ten to wspaniałe doświadczanie Indii.

  4. Katarzyna Meres
    14/02/2014 at 6:46 pm

    Kurcze, ale ciekawa książka! Piękne ilustracje! Marzę o tym, aby ją przeczytać!

    • admin3682
      15/02/2014 at 9:49 am

      Oj tak, na te ilustracje można się zapatrzeć i "stracić" dużo czasu w ten sposób 🙂

  5. Klaudia
    15/02/2014 at 9:43 am

    O! Świetna książka, dodam ją do mojego cyklu "Poznać Indie", który zaczęłam pisać w zeszłym miesiącu 🙂 Raz w miesiącu dodaję książkę o tym fascynującym kraju.

    • admin3682
      15/02/2014 at 9:48 am

      Świetny pomysł na cykl. Książek o Indiach jest bardzo dużo. Jeśli chodzi o dobry reportaż, polecam "Lalki w ogniu", o ile jeszcze jej nie miałaś w rękach.

  6. Dominika Polok
    15/02/2014 at 10:41 am

    Hajer ma talent do opowiadania 🙂 Podobały mi się i jego książki, i pokaz slajdów na którym miałam okazję być. A teraz wyszła nowa – "Hajer jedzie do Soczi" 🙂

    • admin3682
      15/02/2014 at 11:38 am

      Jeszcze muszę wrócić do "Dalajlamy". A o książce o Soczi to dzisiaj dopiero przeczytałam. Ciekawa jestem co ciekawego o nim napisał.
      Jak tylko będzie spotkanie z Hajerem, na którym będę mogła być, z chęcią posłucham tych opowieści na żywo. Ciekawi mnie tak samo jak pozostałe książki, których jeszcze w ręku nie miałam

  7. Franca
    21/02/2014 at 6:56 pm

    Nie słyszałam wcześniej o tej książce i bardzo tego żałuję. Opis Indii napisany śląską gwarą musi być wyjątkowo ciekawy. Zapamiętam sobie ten tytuł.

  8. O Rosji (i nie tylko) na wesoło i z gwarowym przytupem: „Hajer jedzie do Soczi” – Świat w słowach i obrazach
    16/02/2018 at 3:10 pm

    […] recenzja książki Z Hajerem na kraj Indii  recenzja książki Kierunek Bagdad […]

  9. Trochę strachu, trochę śmiechu – Świat w słowach i obrazach
    16/02/2018 at 3:27 pm

    […] poznaj także inne książki wydawnictwa Annapurna: Z Hajerem na kraj Indii […]

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*