“Dziś prawdziwych nomadów już nie ma”

O światach opisanych przez Krzysztofa Samborskiego nie wiemy wiele. Znajdą się nawet osoby, którym nazwy odwiedzanych państw czy regionów nic nie powiedzą. Jak sam autor – podróżujący motocyklista – nakreśla: “Przypisuję sobie spore zasługi w popularyzacji zmotoryzowanej turystyki  w Pamirze i Kirgizji. Przed 10 laty był to kierunek zupełnie nieznany naszym rodakom, teraz co roku widzę tu polskie tablice rejestracyjne. Także wielu obcokrajowców podróżujących po tym regionie kojarzy mój nick.” [1] Aby nie być gołosłownym, przedstawia czytelnikom  Tadżykistan, Afganistan, Kirgistan i Chiny w taki sposób, by zasiać nutkę żalu, że jeszcze tych miejsc się nie odwiedziło.

Motywy w literaturze
motocyklowe wojaże, nieodkryte lądy, nieuczęszczane trasy, historia i zwyczaje

Kraje wymienione w podtytule kuszą fanów literatury podróżniczej. Nie są one najczęściej opisywane. A przynajmniej mnie nie było dane często na książki o tych państwach trafić. Może jednak zastanawiać, dlaczego… pojawiają się tutaj Chiny? Skoro padają słowa: “Nie lubimy GPS-ów z wgranymi trackami, które prowadzą człowieka krok w krok po śladach poprzedników. Wolimy wytyczać własne ścieżki.” [2], skąd pomysł na wjazd do kraju, który wśród podróżników jest bardziej popularny od niejednego azjatyckiego państwa? Otóż nie jest to dobre myślenie. Bowiem Sambor odwiedza regiony, które są trudno dostępne. Pozostaje wierny swojej maksymie i odkrywa przed czytelnikiem miejsca, o których mało kto wie.“Chiny nie kojarzą nam się z islamem, a Sinkiang jest muzułmański. Nieprzygotowani przybysze z Europy przyjeżdżają do Kaszgaru ze swoimi chińskimi stereotypami, wypatrując pagód, rowerów na ulicach, pól ryżowych i skośnookich ludzi w śmiesznych kapeluszach. Zamiast tego widzą meczety, samochody i elektryczne skutery, pola pszenicy i Ujgurów w dopach, czapkach bardzo podobnych do tych, które nosi się w Uzbekistanie.” [3] Przyznaję, że i ja złapałam się na stereotypowym myśleniu. Tym milsze było moje zaskoczenie, gdy przewracałam kolejne strony.

Krzysztof Samborski to zapalony motocyklista. Od lat podróżuje po swych ulubionych regionach. “Zjadłem Marco Polo” nie jest wspomnieniem z jednej przebytej trasy. To zebrane historie – spisane tak, jak autor je zapamiętał. Mijający czas nie dodaje jednak obiektywizmu. Ale tym lepiej. Można łatwo zarazić się tą
fascynacją. 

“Wielu zapewne rozczarowało się, czytając tę książkę, bo liczyło, że będzie bardziej motocyklowa. [4] Autor jednak zapomniał, że nie tylko zapaleni motocykliści lubią czytać taką literaturę. Dzięki temu, że techniczna strona wyprawy jest minimalna, książka jest bardziej dostępna dla pozostałych czytelników. Zaglądając na strony tego tytułu, zostaniecie postawieni pomiędzy wieloma spotkaniami na szlaku. Spotkaniami bardzo sympatycznymi i tymi trudniejszymi, które są zwiastunem kłopotów. Ale nie tylko.

Autorem zamieszczonych w książce zdjęć jest
Krzysztof Samborski

Dzięki Krzysztofowi Samborskiemu poznacie środowisko i przekonania mieszkańców Azji Centralnej. Wraz z nim i jego przyjaciółmi odwiedzicie miejsca, w których każdy przyjezdny budzi niemałą sensację. Ale także możecie oddać się przemyśleniom na temat współczesności i życia w różnych rejonach świata. “Pieniądze psują ludzi. Nasze polskie domy, otwarte kiedyś na przybyszów, coraz częściej zaczynają przypominać te z Europy Zachodniej. Gdy mam problem z motocyklem w Niemczech, nawet nie przyjdzie mi do głowy, by szukać pomocy u jakiegoś Bauera. W Kirgizji czy Tadżykistanie nie muszę się ani chwili zastanawiać, gdzie szukać wsparcia, bo ktoś oferujący gościnę, jedzenie i pomoc pojawia się zanim zdążę
pomyśleć.”
[5]

Sambor próbuje uchwycić piękno mijanych krajobrazów i zastaną teraźniejszość w obiektywie aparatu. “Zdjęcia z północy Europy zapierają dech w piersiach, ale jestem pewien, że za 30 lat będzie można tam zrobić takie same fotografie. Za to Azja Centralna nie będzie już taka sama.” [6] “Zjadłem Marco Polo” – jak każda publikacja Bezdroży z tej kategorii – to zbiór cudownych zdjęć. Zdumiewające – jedno słowo, które nie do końca wyrazi efekt zetknięcia z nimi. “Zdumiewające! Tylko tyle? A może aż tyle?” [7]

Ale to wszystko, to tylko preludium, bowiem autor – pisząc tę książkę – zebrał już spisane wcześniej informacje, by przedstawić te najsmakowitsze fragmenty. By porównać i zadumać się jeszcze bardziej. Zatem jest to książka dla tych, którzy cenią sobie taką zawartość. “Wieczorem zaglądam do wspomnień Grąbczewskiego.” [8] A także do książek Kapuścińskiego czy Jadwigi Toeplitz-Mrozowskiej. I jednocześnie przedstawia przeszłe dzieje, które rozgrywały się na odwiedzanych terenach. Obrazuje jak wiele mieszkańcy przeszli, jak bardzo zagmatwane są ich losy, jak wielka różnorodność jest pomiędzy ludami zamieszkującymi terytorium tego samego państwa. Ukazuje jednocześnie, jak mocno te światy różnią się od dobrze nam znanych realiów. Ale kto tu jest wygranym, a kto przegranym? “Wprawdzie my mamy zegarki, ale to oni mają czas” [9]

Sambor wielokrotnie zastanawia się nad poczuciem szczęścia wśród mijanych ludzi. Są bardzo biedni. Żyją w środowisku, które nie jest dla nich przyjazne. Ale jednocześnie potrafią udzielić niejednej lekcji człowiekowi Zachodu. “W jurcie pojawiamy się ubłoceni, ale szczęśliwi. Gospodyni z uśmiechem pełnym złotych zębów zaprasza na posiłek. Zawsze dopytuje się, czy będę za rok. Widziałem, jak rosną jej dzieci, odwiedzałem ich ze swoją rodziną. Mógłbym nie być?” [10] Nie mając prawie nic, przyjmą przyjezdnego jak swego, dziwiąc się jednocześnie, jaka siła przywiała go w te zapomniane rejony. “Wielu ludzi w Azji Środkowej jest głęboko przekonanych, że turyści są opłacani z jakiegoś tajemniczego specjalnego funduszu, który dotuje wakacje w takich odległych krajach jak ich ojczyzna. Nie mogą zrozumieć, dlaczego człowiek woli przejechać pół świata, by zobaczyć, jak żyją, zamiast leżeć nad Morzem Czarnym.” [11]

Krzysztof Samborski wraz z przyjaciółmi niejednokrotnie trafia na problemy. Pokazuje, że z niejednej opresji można
wyjść cało. Czy też raczej nogą po drugiej strony granicy. “To Azja, nothing is easy, everything is possibile, nic nie jest łatwe, wszystko jest możliwe” [12] Całość spisana jest bardzo przystępnie. Ja jednak czułam potrzebę wydzielania sobie fragmentów tej książki. Jest ona naładowana historią, fragmentami innej twórczości i niejednokrotnie daje kopa do własnych przemyśleń. A to wszystko bardzo spowalnia czytanie. Mimo wszystko jest pozycją wartą uwagi. Nie jest po prostu zbiorem wspomnień i myśli pojawiających się u każdego z nas, gdy odwiedza się nowe, nieznane jeszcze rejony. To kompendium wiedzy na temat nie-do-końca-odkrytego.  Kompendium, które jest w stanie przewartościować nasze myślenie. Kompendium, które każda osoba zafascynowana podróżami i odkrywaniem nowego powinna mieć na swojej prywatnej półce.

fot. Krzysztof Samborski, źródło

A skąd pomysł na tytuł? Tego już Wam nie powiem. Zajrzyjcie. Przeczytajcie. Przekonajcie się sami.

“Naprawdę niepotrzebne są duże pieniądze, by spełniać marzenia. Najpierw jednak trzeba je mieć, a na swej drodze wciąż spotykam ludzi bez marzeń.” [13]
przeczytaj także:
-> recenzję książki Szkatułka pełna Sahelu
-> recenzję książki “Stary”, młodzi i morze
-> recenzję książki Słońce jeszcze nie wzeszło
-> recenzję książki Gaumardżos. Opowieści z Gruzji
Zjadłem Marco Polo: Kirgistan. Tadżykistan. Afganistan. Chiny, Krzysztof Samborski, literatura podróżnicza/wspomnienia, Wydawnictwo Bezdroża, 237 stron
moja ocena: 7/10

 

Jeżeli:
* lubisz odkrywać nieodkryte rejony i literacko wkraczać na mało uczęszczane szlaki
* chcesz poznać kawałeczek historii Azji Centralnej
* lubisz, gdy autor cytuje inne dzieła, porównuje przeszłość z teraźniejszą
* masz ochotę na trochę przemyśleń i podziwianie cudnych widoków (na licznych fotografiach)
* lubisz przybliżać się do mieszkańców małych “zapomnianych” wiosek, poznawać ich codzienność

“Zjadłem Marco Polo” jest książką właśnie dla Ciebie!

***

[1] “Zjadłem Marco Polo“, Krzysztof Sabmorski, Wydawnictwo Bezdroża, 2014, s. 95
[2] Tamże, s. 204
[3] Tamże, s. 134
[4] Tamże, s. 235
[5] Tamże, s. 107
[6] Tamże, s. 9
[7] Tamże, s. 60
[8] Tamże, s. 166
[9] Tamże, s. 223
[10] Tamże, s. 37
[11] Tamże, s. 57
[12] Tamże, s. 182
[13] Tamże, s. 236
***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję
***

Similar Post

8 Comments

  1. Bardzo chciałabym przeczytać tą książkę, bo lubię czytać literaturę podróżniczą, również tą taką niebanalną.

    1. Na pewno warto, zwłaszcza jeśli przepada się za publicystyką czy literaturą podróżniczą, która nie jest zwykłym "laniem wody".

  2. Dzięki Twoim zdjęciom nie da się nie zauważyć rewelacyjnego dopracowania graficznego tej książki. Wydawnictwo Bezdroża jak zwykle trzyma poziom.

    1. Dokładnie, m.in. za ten fakt bardzo cenię te książki. Nie dość, że interesujące treściowo, to graficznie bardzo dobre do czytania, nie męczą oczu. A mimo iż wiem, że te wydania mają wspaniałe zdjęcia, jednak one zawsze mnie pozytywnie zaskoczą. Nie podziwiać tych zdjęć to grzech.

  3. Zaintrygowałaś mnie tą książką. Ja ostatnio również miałam smaczka na coś o ginących społecznościach i rejonach, więc sięgnęłam po "Dobrą krew" Magdaleny Skopek, ale póki co jestem nią troszkę rozczarowana. Chyba naczytałam się za dużo Fiedlera i Halika, w związku z czym oczekuję za dużo przygody, a tego we współczesnych reportażach coraz mniej… Pozdrawiam

    1. No tak, w powyższej książce może nie ma bardzo dużo przygód, ale jednak co nieco się znajdzie. Wszystkiego jest tutaj po trochu, ale dzięki temu jest to bardzo wartościowy tytuł. Wiele osób znajdzie w niej coś dla siebie.

  4. […] Krzysztof Samborski to zapalony motocyklista. Od lat podróżuje po swych ulubionych  regionach. “Zjadłem Marco Polo” nie jest wspomnieniem z jednej przebytej trasy. To zebrane historie – spisane tak, jak autor je zapamiętał. Mijający czas nie dodaje jednak obiektywizmu. Ale tym lepiej. Można łatwo zarazić się tą fascynacją.  (czytaj dalej) […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *