recenzja książki

“Henryka Sytnera Wakacje na dwóch kółkach” Robert Maciąg i Henryk Sytner | Wspomnień czar

o-tym-dlaczego-warto-siegac-po-pozycje

Początkowo nie byłam w stanie zrozumieć idei przyświecającej powstaniu książki, a do niej samej zabierałam się jak pies do jeża. Z jednej strony jest to kwestia niewiedzy. Z innej – oczekiwań czy też ich braku. Podczas przewracania kartek szybko zmieniłam o tej pozycji zdanie. Sądzę nawet, że podobnych tytułów powinno powstawać więcej.

Motywy w literaturze
biografia, konkurs, prl, rowerowe przygody, podróże

Niezwykle trudno w jednym słowie przedstawić, o czym dokładnie pisze autor książki Henryka Sytnera Wakacje na dwóch kółkach. Można pomyśleć, że tytuł mówi wszystko. Byłoby to jednak zbyt wielkim uogólnieniem. Z całą pewnością jest to przebieżka przez kolejne lata konkursu – dziecka pana Henryka. Swoista kronika ukazująca niemal 45 lat. Wiele w tym czasie się zmieniło: zarówno w sensie politycznym jak i w podejściu laureatów do wygranej. Ale za to zaparcie twórcy radiowego dorocznego rajdu powinno być drogowskazem dla wielu.Książka wydawnictwa Bezdroża nie zamyka się w jednym gatunku. Czytelnik znajdzie w niej nutę biograficzną, elementy literatury podróżniczej, a także tzw. pisanie o tworzeniu, czyli fragmenty mówiące o tym, jak Robert Maciąg zabierał się do szukania informacji o kolejnych laureatach. Ale jest to także – a może przede wszystkim – świetne porównanie dwóch różnych światów. Może nie jest to publicystyka pierwszej klasy, ale jest za to napisana w sposób przystępny i przez to rewelacyjnie oddający ducha lat 80., 90., czy nam współczesnych. Autor porównuje i tym samym świetnie uświadamia, że pośród tak wielu zmian zachodzących w otoczeniu, niektóre sprawy mogą funkcjonować tak samo.

Robert Maciąg na pewno jest znany fanom literatury podróżniczej. Zapalony fan dwóch kółek. Rowerem przejechał Kambodżę, Indie, Chiny i wiele więcej. Któż jak nie on mógłby postarać się przedstawić historię Trójkowego konkursu?

Wakacje na dwóch kółkach ’74
źródło

Henryk Sytner to dla odmiany zupełnie inna broszka. Współczesna młodzież ma prawo go nie znać. A tymczasem dla wielu stał się bohaterem: przeniósł niemal fantastyczny (wówczas) pomysł wyjazdu zagranicę do rzeczywistości. Pokazał, że Polak potrafi. W ten sposób w roku 1970 wraz z nim wyjechała pierwsza grupa. Do egzotycznego NRD. Młodzi ludzie pokonywali kolejne rowerowe kilometry pomimo przeszkód w postaci przepustek, pozwoleń, kontroli drogowych i godziny milicyjnej. Spanie na dziko w namiocie było wykroczeniem. Podróż do innego województwa bez przepustki byłą niemożliwa, chyba że ktoś wybrał leśną drogę, ale złapany bez przepustki popełniał kolejne wykroczenie. Nikomu nie było łatwo. Niektórzy bali się tak bardzo, że nie wychodzili z domu, jeżeli nie musieli. Co innego dzieciaki na wsi. Dla nich cała ta sytuacja z wojskiem i milicją była czymś, co oglądało się w telewizji. Przecież u nich nie stał czołg i nie pilnował porządku. To działo się w miastach. [1]

Nie był to konkurs z rodzaju tych banalnych. Nie wystarczyło wysłać SMSa. Trzeba było mocno się postarać. Henryk szukał młodzieży z niewielkich miasteczek, bez doświadczenia i z wielkimi ambicjami. To właśnie dla nich był ten konkurs, a ludzie z PTTK byli przy nich zawodowcami. [2] Mieli oni za zadanie przygotować kronikę z wyprawy rowerowej. Wygrywały te najlepsze. Niekoniecznie pod względem treści – czasami wystarczył bardzo dobry pomysł, pozwalający wyróżnić się w tłumie.

Do Trójki trzeba było być wychowanym i mieć do niej serce. O ile na początku lat 90. była motywatorem, a zagraniczny wyjazd wisienką na konkursowym torcie, o tyle pod koniec tej dekady wszystko zaczęło się gwałtownie zmieniać. [3] Przyznam się bez bicia, dla mnie książka była w pewnym stopniu taką samą egzotyką, jak wyjazd poza Polskę dla pierwszych laureatów. W moim domu nigdy Trójki się nie słuchało. Choć mam prawo pamiętać czasy PRLu. Henryk Sytner do niedawna był dla mnie znakiem zapytania. Potraktujcie to jako dowód na to, że książka może okazać się bardzo interesująca dla osób, które nie urodziły się w tamtych latach. Publikacja tym samym okaże się ilustracją czasów młodości naszych rodziców. Obrazkiem o zupełnie innym wydźwięku. Dla kogoś, kto dziś ma nie więcej niż 30 lat, ich reakcja (…) może się wydawać naiwna i nawet śmieszna, ale tacy właśnie byliśmy. Zauroczeni kolorami i wszystkim, co zachodnie. Sami znaliśmy ten świat ze sklepów Pewex i z paczek od rodziny mieszkającej na Zachodzie. [4] Cudownie było wejść w ten świat trudów podróży i doświadczania prawie niemożliwego. Początkowe poznawania państw bloku socjalistycznego, by później wytyczać kolejne granice.

Pomiędzy wspomnienia, anegdoty czy wypowiedzi kolejnych pokoleń wpleciono wiele ilustracji. Znajdzie się tutaj miejsce na pocztówki, telegramy, archiwalne zdjęcia z kolejnych wypraw. Fragmenty pamiętnika czy zdjęcia z sesji dla sponsorów. Opisy kolejnych przeżyć, chwil lepszych i gorszych. (…) napoje marki Schweppes. Smak Zachodu. W dodatku za darmo. Dla dzieciaków to był Pewex w przestworzach. Nawet oliwki podawane do kolacji, choć nikomu nie smakowały, były wyśmienite. [5]

Dla starszego czytelnika książka będzie nostalgicznym (mniej lub bardziej) powrotem w lata młodości. Gdy granice były zamknięte, wyjazd z Henrykiem był szczytem marzeń. Każdy, kto wyjeżdżał pierwszy raz, był szalenie wdzięczny. Każdy czuł się wyróżniony, a cała ta wdzięczność spływała na Henryka jako na tego, który fizycznie zabierał młodzież za granicę. Tymczasem dla młodzieży lat 90. wszystko zdążyło się już zmienić. Sklepy były pełne kolorów, a Europa stała się całkiem bliska. [6] Dla tych nieco młodszych miłym wspomnieniem. W czasach, gdy każde zdjęcie było na wagę złota, bo w każdej chwili mogła się skończyć klisza, a na nową nie było pomiędzy, Włochy były dla nich tak cudowne, że robili rolkę za rolką. [7] Dla najmłodszych być może pozostanie motywacją. Do przemierzania świata na rowerze, do słuchania Trójki, do udziału w konkursie. Wreszcie: pretekstem do rozmowy o czasach nieznanych, których nie mają prawa pamiętać. Polecam ją wszystkim grupom wiekowym, bo każdy jest w stanie odnaleźć w niej coś dla siebie.

Henryka Sytnera Wakacje na dwóch kółkach, Robert Maciąg, Henryk Sytner, literatura podróżnicza/biografia, Wydawnictwo Bezdroża / Grupa Wydawnicza Helion, 256 stron
moja ocena: 6/10

***

[1] “Henryka Sytnera Wakacje na dwóch kółkach”, R. Maciąg, H. Sytner, Wydawnictwo Editio, Grupa Helion, 2014, s. 95-96
[2] Tamże, s. 83
[3] Tamże, s. 192
[4] Tamże, s. 160
[5] Tamże, s. 62
[6] Tamże, s. 152
[8] Tamże, s. 177
***



***
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:
Książkowe podróże
Reporterskim okiem
Polacy nie gęsi II
4 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

4 Komentarze

  1. Edyta
    30/07/2014 at 9:27 am

    O, proszę! Pewnie gdybym zobaczyła gdzieś na półce tą książkę, pewnie bym na nią uwagi nie zwróciła, a tu czytając Twoja recenzję, odkryłam, że to ciekawa lektura.

  2. Ann RK
    31/07/2014 at 7:13 pm

    Maciąga kojarzę, Sytnera nie. Podobnie jak Edyta. Sama na tę książkę na pewno nie zwróciłabym uwagi.

  3. Wiem, że nic nie wiem – Świat w słowach i obrazach
    16/02/2018 at 3:14 pm

    […] z podobnym motywem: „Camino de la Plata” „Do Santiago” „Henryka Sytnera Wakacje na dwóch kółkach” „Dzika droga / Droga życia” a więcej o Afryce i Tuaregach w: „Szkatułka […]

  4. Trochę strachu, trochę śmiechu – Świat w słowach i obrazach
    04/03/2018 at 4:03 pm

    […] inne książki biograficzne lub wspomnieniowe Henryka Sytnera Wakacje na dwóch kółkach Tak sobie […]

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*