Droga do Santiago jeszcze raz

Nie jest to pierwsza książka o drodze do Santiago de Compostela, którą przeczytałam. A jednak przemknęłam trasą wraz z Marią Wiernikowską – autorką – zupełnie jakbym jej nie poznała. Tak jak różne są powody ludzi wstępujących na ścieżkę wiodącą ku zachodniemu krańcowi Europy, tak „Oczy czarne, oczy niebieskie” różnią się od wcześniej przeczytanych książek zawierających w sobie tę tematykę.

droga, podróż, wędrówka, Camino de Santiago, zmiana, wspomnienia

Marię Wiernikowską na tę trasę „popchnęli” znajomi. Nie określa siebie jako osoby wierzącej. Do świata nastawiona jest mocno cynicznie i z wielkim dystansem. Jej podeście do życia i do ludzi (oni ją denerwują i ciągle ich krytykuje) zostało poniekąd ukształtowane przez to, co zdążyła przeżyć. Była w miejscach, z których tłumy uciekają. Nie są jej obce niebezpieczeństwo i wojna. Jako korespondent relacjonowała sytuację z Jugosławii czy Czeczenii. I w tej książce duży kawałek tego jej życia czytelnik znajdzie.

„Oczy czarne, oczy niebieskie” to trochę wspomnień z okresu PRL, wiele retrospekcji z miejsc skonfliktowanych, obrazy najbliższych. Cała przeszłość autorki. Wszystko to, co przychodzi do głowy, gdy tylko mamy czas posiedzieć i podumać. Życie reporterki w jednym miejscu. I tylko ona sama wie najlepiej, jak duży kawałek siebie w niej oddała czytelnikowi.

„Teraz, kiedy idę powoli, widzę, jaka Ziemia jest wielka. Drogi są jak rany Ziemi. Druty elektryczne ją oplątują, niewolą. Po co mi szybki samochód, świat poznawany przez Internet, a potem jogging i siłownia? Po co ten cały pośpiech? Tu dopiero rozumiem sens powolności.” [s. 94]

Po wyjściu z wypadku prawie bez szwanku dziennikarka zostaje namówiona, by iść z intencją do Santiago. By iść drogą, którą zmierza pół świata. Drogą, na której krzyżują się osoby poranione (fizycznie lub duchowo) z tymi, którzy tak naprawdę nie wiedzą, po co zmierzają w kierunku katedry. Na której mieszają się osoby głęboko wierzące z tymi, które czują w sobie kompletną pustkę. Obok siebie stają osoby, które poszukują cudu, siebie, nowych wrażeń, znaków czy po prostu chcą poznać ten kawałek świata. Z tym że autorka do samego końca wprost nie przedstawi celu jaki jej miał przyświecać. Albo został on skrzętnie ukryty tylko dla niej, albo po celu nie było. Tak czy inaczej powoli zmierzając ku końcowi książki, można zauważyć, jakie zmiany następują. Od początkowego: „Ludzie, jak ja was, kurwa, nie lubię. Jak wy mnie denerwujecie.” [s. 9] Aż po „Jestem tu, w środku. Spokojna, że zawsze coś się może zdarzyć.” [s. 252]

Zawiedzie się ten, który szuka w książce elementów poznawczych kraju, przez który autorka przechodzi/przejeżdża (choć co nieco się tu znajdzie).  Zawiedzie się ten, który oczekuje chronologicznego opisu trasy wraz ze wskazówkami. Zawiedzie się także ten, który oczekuje że „Oczy czarne, oczy niebieskie” to książka tylko i wyłącznie o szlaku do Santiago. Maria Wierniowska jest osobą niepokorną. Często zbacza z trasy. Przemierza trasę na nogach czy na rowerze, ale tylko sobie znaną ścieżką (także tę duchową mam na myśli).

„Więc z premedytacją omijam zabytki, muzea, galerie i kościoły. Czasem pójdę obejrzeć mauzoleum Kim Ir Sena, kolekcję motyli w kubańskim Cardenas czy meczet w Basrze ociekający krwią albo zoo Saddama Husajna, bo jak już tam dotrzesz, to trochę jesteś odkrywcą. I jest duże prawdopodobieństwo, że jesteś ostatnim człowiekiem, który to widzi.” [s. 169]

W publikacji znajdzie się wiele wspomnień, których nie powstydziłby się w swoich reportażach reporter wojenny. Autorka zarzuci także prywatą. Jest tu miłość, jest nienawiść. Jest pochlebstwo, jest i krytyka (a najczęściej do PŚS -> czytaj: Pisarza Światowej Sławy). Jest i nieco zdjęć, ale te nie mają tutaj dużego znaczenia poznawczego. Z premedytacją czy też nie, autorka nie poszła ani w ich ilość, ani w ich jakość. Liczy się wszystko to, co wokół.

„Oczy czarne, oczy niebieskie” to takie swoiste oczyszczenie. Spowiedź reporterki. Jej mały prywatny świat. Polska przeszłość widziana jej oczami. Książka z całą pewnością spodoba się temu, kto ceni dobry reportaż. Temu, kto poszukuje z niby-zwykłej książce czegoś głębszego: prawdy, wspomnień, trudnej przeszłości czy poszukiwań samego siebie. Może nie zachęci ona Was, by stanąć na Camino Frances lub innym szlaku, który finiszuje w Santiago (czy też na Cabo Finnisterre). Może nie będziecie po jej przeczytaniu chcieli się przekonać, jak to jest odkryć samego siebie na nowo. Ale jednak bardzo możliwe, że będziecie mieć wrażenie przeczytania czegoś wartościowego. Choć to już pozostaje kwestią gustu.

Jeżeli:
* interesujesz się Hiszpanią i trasą do Santiago
* lubisz swoisty literacki misz-masz
* interesują Cię kulisy pracy reportera
* w literaturze cenisz sobie realizm

“Oczy czarne, oczy niebieskie” jest książką właśnie dla Ciebie!

*** 

poznaj także inne książki o podobnej tematyce:
Camino de la Plata
Do Santiago
Dzika droga kontra Droga życia

***


***

Similar Post

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *