W Polskę jadę: ze Szrenicy na Śnieżne Kotły

Był wrzesień. Zimny wrzesień. Okolice zera stopni. Dla osoby, która uwielbia górskie wędrówki mimo wszystko są to warunki sprzyjające łazikowaniu po szczytach.

Obozując w Karpaczu wypad na Śnieżne Kotły po szczycie sezonu okazał się nie lada wyprawą. Przez Jelenią Górę do Szklarskiej to trochę pokrętna droga. Korzystając jednak z komunikacji miejskiej takie wrzesień nam zaserwował wygody. Latem jest szybciej, bo z Karpacza kursuje do Szklarskiej bezpośredni bus. Niemniej jak się lubi przygody…

Dalej już tylko wjazd na Szrenicę, by zacząć zaplanowaną trasę wędrówki.

Pomijając jedno solidne wejście, szlak jest bardzo przyjemny, niewymagający. Mimo że był to okres powakacyjny, mijało się sporo grup ludzi. Nie było na szczęście zbyt tłoczno, bo kogo jak kogo, ale mnie tłumy bardzo drażnią.

Po niezbyt wyczerpującym dość krótkim spacerze (przerywanym oczywiście sesjami) na horyzoncie pojawiła się stacja przekaźnikowa. Same Śnieżne Kotły to karkonoskie kotły polodowcowe. Zapierające dech widoki – najpiękniejsze widziane na własne oczy. Przyroda okazała się dla nas bardzo hojna. Urządziła spektakl z mgłą w roli głównej.

Był to dzień wrześniowy, gdy gonił nas czas. Nie było za dużo czasu na chłonięcie widoków. Los skazał na powrót w pędzie na Szrenicę. Okazało się, że w ostatniej chwili zdążyłyśmy na ostatni kurs kolejki. Skok na ławeczkę i… gwizdek. Śmiechu co nie miara. Ale jednocześnie silne postanowienie, by jeszcze tu wrócić.

Similar Post

Cannot found Similar Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *