Oko na Peru. Oko na Ekwador.

Ameryka Południowa fascynuje. Fascynuje autora. Fascynuje mnie. Od lat. Jednak coś się we mnie zmieniło od przeczytania “Dalej od Buenos” (klik do recenzji).  Wspaniale jest poczytać o kulturze latynoskiej, o spotkaniach, o miastach i ich atmosferze. Ale jeszcze bardziej ciekawe są te książki, które traktują o nie poznanym, dzikim, niezawładniętym cywilizacją w ogóle. Właśnie dlatego w “Ciszy” (o, ironio) najbardziej podobał mi się sam Epilog. Jest on tak oderwany od całości, że traktuję go jako zapowiedź do innej książki.

Wracając jednak do “Ciszy”….

Stefan Czerniecki jest z zawodu kartografem. Zawód ten jednak sam podaje jako ostatni.  Aktualnie dziennikarz, odkrywca, eksplorator, podróżnik. Odnalazł swoje miejsce na ziemi. Jest to właśnie Ameryka Południowa, czy też same Andy.

Ale dlaczego akurat te Andy? Przecież równie wysokie i piękne są Himalaje, Karakorum, Kaukaz czy wreszcie Alpy?” Odpowiadam wtedy szczerze: nie wiem. (…) Może chodzi właśnie o to „coś”, co tak trudno zdefiniować.

To magiczne „coś” znam doskonale.

To „coś” pozwala poczuć, że jest się we właściwym, jedynym w swoim rodzaju miejscu, że odnalazło się swoje miejsce na ziemi. To małe – na codzienność. I to duże – na dalekie odloty. A że Andy i sama Ameryka Południowa są tym drugim dla autora książki chyba nie trzeba zaznaczać.

Za to (…) podziwiam latynoską społeczność. Nie dają się przesiąknąć zachodnioeuropejskiej bądź amerykańskiej kulturze muzycznej. (…) Wszędzie tam słychać rytmy, które tak pięknie przedstawił i wyeksportował do naszego świata Buena Vista Social Club. Skoczne, pełne trąbek, puzonów. Fantastyczna rumba okraszona tak pięknie współgrającym z całością językiem hiszpańskim. [s. 52] Rozbrzmiewające takimi rytmami uliczki wprowadzają umysł w stan luźnej lekkości. Niezobowiązującej zachęty do pokręcenia biodrami, Wreszcie do uśmiechu. To jedna z tajemnic, dla których tak uwielbiam wracać na ten kontynent.

Wiele jest miejsc na ziemi z jakże inną logiką od naszej. Jesteśmy przesiąknięci tym, co “powinno” się robić. Bo tak na uczą poprzednie pokolenia. Basta potrafi powiedzieć tylko ten, kto zobaczyć inne życie. Zauważa wtedy, że od wielu kultur można tak wiele wynieść.

Cywilizacja nie zainfekowana sposobem zakładania masek i grania kogoś innego niż się jest. Można się wiele nauczyć podczas tych spacerów po nocnym Quito.

Stefan Czerniecki w “Ciszy” zatacza dwie pętle.

Na start upalne południe z Limą, Arequipą czy Cuzco, by potem powiedzieć: “Czas na góry“. Wyrusza poprzez “9000 kilometrów górskiej różnorodności. Niezwykłej odmiany, 9000 kilometrów inspiracji.Bierze na warsztat Cordillera Blanca i Cordillera Negra. Przedstawia nam oblicza Huascaran, czyli “Wielkiego Grabarza”. Każe nam podziwiać Alpamayo czy Artesonraju. Zabiera nas na Cordillera Huayhuash związaną z cudownym ocaleniem. Poprzez legendy i wspaniałe widoki. Rozkoszując się ciszą. Różnymi jej smakami. Tę świdrującą, milczącą czy przepełnioną strachem.

Prawdziwa i głęboka. Taka, jaką czuję wkoło siebie teraz. Stanowi najlepsze dopełnienia tego, co widzę. Ta cisza to… muzyka gór. Wspaniały koncert. Genialny spektakl. Bez suflera. Doskonały i jakże surowo piękny.

“Cisza” jest pełna spotkań, luźnych myśli, przygód. (“Uwielbiam takich ludzi. Są niezwykle prawdziwi. Surowi, często opryskliwi dla obcych i niedostępni. Ale prawdziwi. Bez masek.”). Przepełniona jest chłonięciem miast i kultury oraz chłonięciem natury, krajobrazów. Jest tutaj miejsce na odkrywanie tego już poznanego wcześniej w innych pozycjach. Jest miejsce i na nowe.

“Ciszę” z całą pewnością można uznać za prawdziwą.

Pełną prawdziwych emocji. Autentycznego uwielbienia. Chęcią pokazania, ale i zarażenia czytelników swoją miłością i oddaniem. Autor w tej książce pokazuje Peru i Ekwador w całej swojej okazałości. Pokazuje twarz kolorową, ale i czarną. Po przeczytaniu niektórych jej fragmentów sama nie wiem, czy chciałabym pójść jego śladami. Ale jedno pozostaje we mnie niezmienne. Ameryka Południowa fascynuje i mnie. Póki co – literacko.

7/10

więcej o autorze i jego twórczości (klik)

Stefan Czerniecki, Cisza, Wyd. I, Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin, 2013, 288 stron

Similar Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *