film vs film

Kino azjatyckie | “Samui Song” vs “Bezimienne ptaki”

kino-azjatyckie-samui-song-vs-bezimienne-ptaki

Ostatnio miałam okazję poznawać kino azjatyckie. Festiwal Pięć Smaków daje ogromne możliwości poznawcze dla wielbicieli kina w ogóle. Dzisiaj krótko przedstawię dwa z tych obejrzanych przeze mnie. Dwa dramaty, ale jakże odrębne. Łaczy je jednak fakt, że nie da się o nich łatwo zapomnieć. Bowiem pod przykrywką obszernego gatunku, jakim jest dramat, kryje mnie mnogość innych. Enjoy!

Samui Song

To nie jest przyjemny film, o którym szybko zapomnisz. Pozostawia kilka niedopowiedzeń i powoduje godziny dyskusji. Wszystko przez otwarte zakończenie. Takie produkcje tygryski lubią najbardziej.

Viyada nie jest szczęśliwą kobietą. Aktorka oper mydlanych żyje pod jednym dachem ze swoim mężem. Ale nie ma tu współżycia. Jest brak zrozumienia. Mężczyzna jest sfrustrowany i swoje żale przelewa na partnerkę. Jest pod dużym wpływem sekty. Kontrolę nad swoim życiem próbuje odzyskać decydując o życiu żony, zmuszając ją do seksu z przywódcą grupy religijnej. Nieszczęśliwa kobieta ulega podszeptom nieznajomego. Chce, aby jej mąż zniknął.

“Samui Song” mogłoby być delikatną historią obyczajową. Ale daleko filmowi do tego. Na pierwszy plan wychodzi tutaj ogromna brutalność. Każdy chce zapanować nad swoim życiem na swój sposób. Są to jednak próby daremne. Pięknie zrobione zdjęcia oplata równie wspaniała muzyka. Ale życie bohaterów do lekkich nie należy. Jedna decyzja zasądza o całym życiu. Czy da się ją cofnąć, czy da się zacząć wszystko od nowa? Prowadząc inne życie można być bardziej szczęśliwym? Czy da się uciec od przeszłości? Film zadaje mnóstwo pytań, na które odpowiedzi niekoniecznie dostaniemy. A dodatkowo zaciera granicę pomiędzy fikcją a rzeczywistością.

Wspaniały seans, do którego warto wrócić.

Mai Mee Samui Sambrab Ter / Samui Song, Niemcy/Norwegia/Tajlandia, 2017, dramat, reż. i scen.: Pen-Ek Ratanaruang

Bezimienne ptaki

Towako to delikatna kobieta. Ale tego w filmie nam nie pokaże. Mści się na całym świecie, jest podła wobec każdego, a najbardziej wobec swojego partnera Jinji’ego, prostego nieokrzesanego mężczyzny. Nazywa go parszywym robakiem i tak go traktuje. On – mimo wszystko – stara się kobiecie dogodzić jak może.

(Dlaczego?)

Towako żyje wspomnieniami za byłym ukochanym, który zniknął pewien czas temu. Gdy poznaje przeciwieństwo Jinji’ego – potrafiącego oczarować słowami kulturalnego, dobrze wyglądającego mężczyznę przypominającego jej minioną miłość, szybko mu ulega.

Można by rzec – klasyczny lekki melodramat. Nic bardziej mylnego. Film jest zmienny, gatunki płynnie przechodzą z jednego w drugi. Początkowo subtelnie prowadzony wątek relacji między nowo poznanym mężczyzną a Towako, z sensualnymi czy wzruszającymi scenami nagle odwraca się o 180 stopni. Tajemnica goni tajemnicę.

Jako widzowie dostaniemy tutaj tragiczny romans, troszkę komedii, dużo sekretów ukazanych w stylu noir. I dość dobre kino psychologiczne. Taka trochę masala.
Całość, choć nierówna i zmieszana, ogląda się z dużym zainteresowaniem. Choć początkowo wydaje się, że nie będzie to seans wnoszący do życia kinomana wiele, po paru twistach okazuje się niezwykle intrygujący. Pozostawia widza nieco zakłopotanego i zszokowanego.

Kanojo Ga Sono Na wo Shiranai Toritachi / Bezimienne ptaki, Japonia, 2017, dramat, reż. Kazuya Shiraishi, scen. Taeko Asano

 

 

0 Komentarze
Podziel się treścią

Joanna Kulik

Absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Opcjonalnie technik obsługi turystycznej. Uwielbia czytać, oglądać, podróżować, odkrywać. I o tym pisze.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Obowiązkowe pole są odpowiednio zazanaczone*