Browsing Category:recenzja książki

wszyscy-jestesmy-nomadami-malgorzata-dzieduszycka-ziemilska
„Turyści w Mongolii to przede wszystkim studenci lub emeryci. Rzadko spotyka się grupy osób w średnim wieku, chyba że dziwaków albo zapaleńców. Loty są długie i drogie, w potocznej opinii kraj jest ryzykowny dla podróżujących z dziećmi. Wie się o nim niewiele. Popularny obraz Mongolii kojarzy się z prymitywizmem cywilizacji, brutalnością mężczyzn i nieznaną, a z pewnością niesmaczną, tłustą i niezdrową kuchnią. Mongolia uchodzi natomiast za atrakcyjny kierunek dla podróżników „specjalnych”: koniarzy, wędkarzy, myśliwych, podglądaczy ptaków, miłośników pustyni i poszukiwaczy natury nieujarzmionej przez człowieka. [1]

Czy Mongolia jest na tyle fascynującym krajem, by pisać o nim z pasją? Po przeczytaniu książki pani Małgorzaty niezwykle trudno odpowiedzieć mi na to pytanie. Pamiętam odcinek Kobiety na krańcu świata, gdy ekipa programu odwiedzała ten region. Początek Wszyscy jesteśmy nomadami pozwolił mi przypomnieć go sobie. Naszła mnie nawet myśl, że może się okazać, iż nie znajdę tutaj niczego odkrywczego, niczego poza tym, co zawarła w swojej telewizyjnej opowieści Martyna Wojciechowska. Pod tym względem na szczęście się pomyliłam. Jednak po doczytaniu reportażu do końca (w ciężkich bólach) nie czuję się zachęcona do odwiedzin w tym regionie. I mam wrażenie, że te wszystkie informacje w niej zawarte w krótkim czasie ulecą z mojej pamięci, jak motyle.

Małgorzata Dzieduszycka-Ziemilska współpracowała z dość poważnymi tytułami (jak Polityka). Ma to swoje odbicie w stylu książki. Jednak w mojej opinii Wszyscy jesteśmy nomadami to idealny przykład relacji z wojaży, która powinna zostać zachowana dla siebie. Jest tutaj parę prywatnych myśli, a całość przypomina dziennik z wyprawy w nieodkryty region. Naszpikowanie książki historią być może sprawi, że część czytelników będzie usatysfakcjonowana. Za to zanotowane w drodze losowania fragmenty utworów lirycznych (wyjmij książkę, otwórz w pierwszym lepszym miejscu i przeczytaj [2]), wypominanie grzechów towarzyszącym autorce ludziom (zastanawianie się nad swoimi także) oraz prywatne filozofie (czasami nie do końca zrozumiałe) niekoniecznie pomagają w odbiorze.

Zdjęć w publikacji jest cała masa. Ale te obrazy mnie nie porwały. Ich styl uznałabym za reporterski, nie artystyczny. Autorka ukazuje szczegóły, które ją zafascynowały, a w których nie każdy zobaczy coś pięknego. Owszem, nie jeden pejzaż ujmie człowieka. Ale mam wrażenie, że ilustracje nie oddają całego piękna tego kraju.

Dziennikarka sama przyznaje, że jej przygoda z Mongolią nie zaczęła się dobrze. Pomyliły stolicę tego kraju z dużym miastem w Kazachstanie, przez co pojawiło się drobne obsunięcie planów w czasie. Jednak największy problem stanowiła niedobrana grupa, która musiała spędzić ze sobą cały czas.

Wszyscy jesteśmy nomadami czyta się z błyskiem nowości w oku. Z takim stylem podróżowania i takimi przygodami jeszcze się nie spotkałam. Autorka w drugiej części książki sama wnioskuje, że ta podróż niekoniecznie dużo im dała. Nasze kontakty z przypadkowo spotkanymi Mongołami są pozorne. Na ogół nic z nich nie wynika. Ani nie wzbogacamy wiedzy o napotkanych ludziach, ani nie wzbudzamy ich zainteresowania nami. Żadnych bliższych przyjaźni ani relacji na przyszłość z tych spotkań nie będzie. [3] Francuzi, którzy towarzyszą pani Małgorzacie są  specyficzną zbiorowością. A największe problemy sprawia nabzdyczony i wiecznie narzekający filmowiec. Na bezkresnym obszarze nie zatrzymają się, by pomóc innym podróżnikom, którzy mają problem z samochodem. W pewnym momencie – w chwili kryzysu co prawda – postanawiają wprosić się pewnej biednej rodzinie na zupę. Nieodzowny wydają się fryzjer, SPA czy kosmetyczka (Po kąpieli wydaję piętnaście dolarów na masaż i czuję się luksusowo.). Całość robi wrażenie opowieści o grupie ludzi, których życie dopieściło, a którzy pewnego dnia postanowili – dla kontraktu i dla większego rozpoznania – odwiedzić biedny kraj. Ci ludzie zawsze znajdą coś na co można ponarzekać. Pani śpi w jedwabnej piżamce. Panu przeszkadza, że w jurcie nie ma dla niego łóżka. Skojarzenie z francuskimi pieskami samo się nasuwa.

Opinia o książce może się nieco zmienić po rozdzieleniu ekipy. Podczas gdy autorka reportażu sama podróżuje, da się zauważyć, że jest bardziej dociekliwa. Nie ma na kogo narzekać, dzięki czemu można się skupić na ocenie krajobrazów i kontemplowaniu zabytków. Ostatnie parę rozdziałów przestawia wizyty w trzech muzeach, które są pretekstem do przedstawienia (nadmiaru) faktów.

Wierzę, że znajdą się osoby, którym pozycja ta przypadnie do gustu. Na pewno tym, którzy lubią w reportażach cytowanie klasycznych tytułów (lub choćby zwracanie uwagi na to, ze autorka je czytała). Oraz czytelnikom, którzy chcą dogłębnie poznać losy Mongołów. Tym osobom książkę mogę z czystym sercem polecić. Może się ona co prawda wydawać chaotyczna, może zawierać niepotrzebne fragmenty. Ale jednak przedstawia kraj, który nie został jeszcze tak dobrze poznany. Na końcu publikacji rarytas dla osób zbierających przepisy oraz rozdział dotyczący wkładu Polaków w historię kraju oraz odkrycia w Mongolii.

przeczytaj także inne opinie:
-> recenzję książki Byle dalej
-> recenzję książki Mój Egipt
-> recenzję książki Gaumardżos! Opowieści z Gruzji
-> recenzję książki Odkrywanie Ameryki
Wszyscy jesteśmy nomadami, Małgorzata Dzieduszycka-Ziemilska, literatura podróżnicza/wspomnienia, Świat Książki, 2012, 279 stron
moja ocena: 4/10
Jeżeli:
* lubisz poznawać nieodkryte * chcesz poznać wiele faktów z dziejów Mongolii
* chcesz doświadczyć podróżowania innego niż zazwyczaj się w tym gatunku przedstawia
* kolekcjonujesz przepisy

“Wszyscy jesteśmy nomadami” jest książką właśnie dla Ciebie!

***
[1] Małgorzata Dzieduszycka-Ziemilska, Wszyscy jesteśmy nomadami, Wydawnictwo Świat Książki, 2012. s. 163
[2] Tamże, s. 44
[3] Tamże, s. 182

 

7 Komentarze
Podziel się treścią
1789101122