Browsing Tag:Debiutext

z-duzego-miasta-na-mazurska-wies-nie

Ten kto myśli, że polska powieść obyczajowa nie jest w stanie niczym zaskoczyć, myli się bardzo głęboko. W „Nie zabija się czarnego kota” nie ma miejsca na nudę, banały i przewidywalność.  Jest za to wiele ciepła, dobrego humoru i realizmu. Oraz przewrotności.

Motywy w literaturze
Mazury, rodzinne opowieści, spokój i sielski klimat, przewartościowanie życia, odkładanie życia “na potem”, życie bez zobowiązań, niepełnosprawność

Piotr może powiedzieć o sobie, że jest spełniony zawodowo. Nie narzeka także na swoje życie prywatne. Choć podchodzi do niego dość lekko. Od potrącenia czarnego kota jego w miarę uporządkowane życie zaczyna się zmieniać. Obraz zwierzęcia prześladuje go w snach. Kolejnych wielkich zmian i (nie)szczęść upatruje w tym nocnym zderzeniu. Jeszcze nie wie, jak wiele nowego napotka na swoich ścieżkach.Wobec głównego bohatera początkowo można poczuć niemałą irytację. Jednak bardzo szybko wchodzimy w jego świat, chcemy poznać go bliżej. Nie zabija się… jako powieść wciąga mocno niemal od samego początku. Jest jednak tutaj trochę przewrotności. Bowiem mimo tego kolejne losy Piotra chce się poznawać niespiesznie. A jeszcze ciężej przejść z tego świata do codzienności. Życie bohaterów powieści  wypełnione jest  niespodziankami. Stabilność szybko zmienia się w chaos. Zmiany mogą doprowadzać do frustracji i niepewności. Dzieje się dużo. Ale tempo akcji jest idealnie wyważone.

Bonia Wit bardzo umiejętnie wprowadza nas w dwa światy. Wielkomiejskie i przedsiębiorcze życie przeciwstawia spokojnemu upływowi dni na mazurskiej wsi. To co najbardziej urzeka w tym tytule, to właśnie pewna sielskość, sięganie do opowieści z tego regionu oraz – gdzieś między wierszami – umiejętna próba zachęcenie do odwiedzenia tych rejonów. Czytelnik chce czerpać z atmosfery tam panującej jak najwięcej.

W powieści czas płynie szybko. To nie jest krótka historia  o spotkaniu kobiety i mężczyzny. Kolejne rozdziały naprzemiennie odkrywają przez czytelnikiem przeszłość, ale także pragnienia oraz obawy Piotra i Beni. Ciekawym pomysłem jest nadanie poszczególnym częściom powieści jednozdaniowych opisów. Tym samym wiemy, o czym będzie mowa w najbliższych akapitach. Jednak nie jest to żaden spojler. Te parę słów intryguje. I zmusza do dalszego czytania. Dzięki temu można w ten świat wsiąknąć na dobre.

Na kolejnych stronach powieści coraz bardziej uwidacznia się życiowa mądrość autorki. Z wiekiem priorytety mogą się zmienić u każdego. Odkrywamy to, czego do tej pory nie chcieliśmy widzieć. Punkt widzenia drastycznie się zmienia. Główny bohater powieści przeciwstawia się tym zmianom. Denerwuje się na myśl, że jego mozolnie budowana wieża zaczyna się walić. Buntuje się niczym nastolatek. I prawie do samego końca nie wiemy, którą drogę wybierze.

Nie zabija się… jest pod pewnym względem wyjątkową powieścią. Czytając kolejne tytuły, ostatnio często narzekałam na zakończenia. W prawie każdym było coś nie tak. A tymczasem Bonia Wit mocno mnie zaskoczyła. Po zamknięciu książki pomyślałam: idealnie! Choć jednocześnie żałowałam, że to już koniec.

Jest ciekawie. Jest błyskotliwie. Bonia Wit trafiła w moje serce. W moje myśli i przekonania. Ubarwiła czas, podczas którego sięgałam na karty powieści. Ale pozostawiła pewien niedosyt. Czekam na następną tak dobrą opowieść. A do tej z pewnością kiedyś wrócę.

Nie zabija się czarnego kota, Bonia Wit, powieść obyczajowa, Novae res, 2014
moja ocena: 7/10
Jeżeli:
* lubisz dobre życiowe powieści obyczajowe, którym brak przesadzonej słodyczy
* chętnie czytasz lekko napisane, ale jednocześnie przemyślane powieści
* chcesz poczuć sielski mazurski klimat

“Nie zabija się czarnego kota” jest książką właśnie dla Ciebie!

 

***

***
2 Komentarze
Podziel się treścią