Browsing Tag:Dobra Literatura

bejrut-jest-gdzies-tam-youssef-rakha

Kompletne (przynajmniej w mojej opinii) porażki literackie nie zdarzają się często.  Albo nie mam takiego szczęścia, by na takie tytuły trafiać. Choć ostatnio jestem coraz mniej zadowolona z czytadeł, które wpadają w moje ręce. Coraz trudniej mi dogodzić? Bo i te, które teoretycznie powinny być świetne, nie wciągają tam mocno i, o zgrozo, po te już rozpoczęte sięga mi się coraz trudniej.

“Bejrut jest gdzieś tam” był swoistym kamieniem milowym. Cieniutka książeczka zaszufladkowana jako publicystyka, podzielona jest na króciutkie rozdziały. Autor prawdopodobnie napisał cztery dłuższe opowiadania, ale postanowił zaserwować czytelnikom trochę chaosu. Z całości jedynie wstęp pana Danielewskiego trzyma się kupy, choć w mojej opinii zadaje sporo kłamu. A może punkt widzenia zależy od punktu siedzenia?

Historia nigdy nie była w kręgu moich największych zainteresowań. Ogólnie rzecz biorąc, Polacy rzadko mają ogromną wiedzę o konfliktach na świecie. Wiadomości są przekazywane z filtrami programowymi (czy też innymi). Pomimo iż programy informacyjne przekazują dużo, tak naprawdę często nie można dowiedzieć się niczego konkretnego. Książka zainteresował mnie właśnie z tego powodu. Nie można jednak liczyć, że dowiemy się z niej czegoś konkretnego o sytuacji politycznej i konfliktach w tym regionie. Za duży chaos, inne spojrzenie autora (pod względem kulturowym na przykład) i parę innych szumów komunikacyjnych.

“Bejrut…” (gdzieś tam, w zamyśle) jest reportażem z miejsca wyniszczonego wojną domową, obrazem miasta po czasach niepokoju. Redakcyjne słowa na okładce: “obrazowy opis miasta i jego mieszkańców” nijak się jednak ma do rzeczywistości. Jedynym plusem mogłaby być próba poznania psychiki autora-Kairczyka. “Bejrut…” w praktyce bowiem bardziej przypomina jego pamiętnik. Przesadne i nadmiernie osobiste wynurzenia (które powinien zostawić dla siebie) doprowadzają do drgawek, a stosowany przez “reportera” wulgarny język mocno irytuje. Autor w kółko pisze o tym samym, każda kolejna strona nie wnosi niczego nowego. Pięćdziesiąt razy wspomina, jak to próbuje, ale nie potrafi wydobyć z siebie ani jednej łzy, a każdy krajobraz, który obserwuje podczas podróży, nie różni się niczym od tego, co widział wcześniej. Po stylu pisania widać wyraźnie, że autor tworzy także poezję. Są fragmenty, które trzeba przeczytać kilkakrotnie, aby choć spróbować zrozumieć.

Powyższą publikację postrzegam jedynie jako obraz człowieka, jakim jest autor tytułu. Człowieka, którego nie jestem pewna, czy chciałabym spotkać. Człowieka, którego opowieściami nie jestem zainteresowana. Doprowadzają one bowiem do większej senności. Umiejscawiając tekst w dziale publicystyki, oczekiwałam zdecydowanie czegoś lepszego. Mało wiedziałam, a teraz mam wrażenie, że nie wiem nic. Warto mieć na uwadze, że pozycja ta daleka jest reportażowi, bliżej jedynie wspomnieniom czym autobiografii. Patrząc na nią z tej perspektywy, być może opinia będzie lepsza. Z mojej strony drugiego podejścia na pewno nie będzie.

Bejrut jest gdzieś tam/Lektury reportera, Youssef Rakha, publicystyka, Dobra Literatura, 2012, 136 stron
Moja ocena: 1/10

Książkę polecam:

osobom, które przepadają za poetyckim językiem i enigmatycznym stylem

 tym, którzy chcą poznać duchowość autora oraz mentalność przedstawiciela innej kultury

osobom ceniącym sobie skromną zawartość

przygotowanym na chakaterystyczny styl, przepełniony emocjonalnym językiem

czytelnikom lubiącym osobiste zwierzenia

2 Komentarze
Podziel się treścią